sobota, 25 października 2014

Rozdział 18

Gdy siedziały na ławeczce, podszedł do nich Jack. Szedł spokojnie i miarowo. Miał spokojny oddech. Na jego twarzy pojawiał się jednak smutek. Usiadł obok nich i chciał przytulić Elsę, ta jednak uciekła w stronę zamku. Przez chwilę panowała cisza. Może to była godzina, może dzień. Tak naprawdę nikt nie wiedział ile to tak naprawdę trwało. Oboje siedzieli zamyśleni.
-Co ci powiedziała?-spytał nagle Jack, spokojnie, lecz ostro.
-Że dziecko odbiera jej nieśmiertelność, ze nikt się nie może dowiedzieć, że nie chce tego dziecka, że wyjedzie...
-Nie powiedziała ci jeszcze jednego.
-Jak to czego?
-Dlaczego nie chce tego dziecka.
-Ale przecież...
-To nie chodzi o głupią nieśmiertelność! Ona...To dziecko...Ono jest nieślubne! Nawet gdybym miał je wychowywać, byłoby poniżane przez wszystkich. Dlatego po urodzeniu oddamy je do sierocińca.
-I tak po prostu porzucisz swe dziecko?
-Nie mam innego wyjścia. Poza tym życie bez Elsy...
-Dlaczego się z nią nie ożenisz?
-Bo jestem strażnikiem. Nawet teraz mogę otrzymać wezwanie od Mikołaja i już mnie tu nie będzie. Strażnicy godzą się na ten związek, bo mają do mnie zaufanie. Ale ślub to za dużo. Oni mają przynosić szczęście, a rozdzielenie męża i zony przyniesie tylko klęskę.
-Posłuchaj zrobię wszystko, co tylko się da, by uratować was przed jakąkolwiek rozłąką. Ale sama nie dam rady. Słuchaj uważnie, co masz zrobić. Pójdziesz teraz do Elsy i powiesz jej tak:
     ''Jak się czujesz? Nie odpowiadaj. Mam nadzieje że dobrze. Znam cię długo i wiem, ze nie porzucisz swego dziecka od tak. Wychowamy je razem, chodź bym sam musiał oddać ci swą nieśmiertelność. Mamy pomoc w Isabell, a ona przyrzekła mi, że pomoże nam bez względu na wszystko. Musisz nam tylko zaufać. Będziesz moją zoną, a ja twoim mężem. Sama Władczyni tak powiedziała. Jesteś moja i tylko moja. Nikt nie będzie zabierał mojej królowej. Od teraz wyjedziesz ze mną do Northa. Tam się zatrzymasz. Mieszkańcom powiemy, ze wyjeżdżasz w sprawach służbowych. Isabell postara się zdobyć wszystkie księgi mówiące o nieśmiertelności. Uratuje cię, rozumiesz? A kiedy się obudzisz, pomyślisz, że to sen, ale ja będę czekał w ogrodzie w samo południe. Jeśli się zgadzasz bądź tam.''
-Na koniec ją ucałuj.
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>><<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<,
 Is obudziła się w swoim łóżku. Nie mogła spać całą noc, więc była strasznie przemęczona. Myślała...nie mogła przestać myśleć. Cały czas błądziła myślami. Cały czas była nieobecna. Wchodziła do szkoły i myślała. Aż nagle usłyszała głos. Głos, który już znała, głos, który był jej pocieszeniem, ale którego dawno nie słyszała. Męski głos...głos Jasona. Stał tam i był jakiś...inny. Śmiał się, a dookoła niego było tysiące dziewczyn. A przynajmniej tak się wydawało. Zachowywał się jak nie on. Isabell stała jak wryta, patrzyła na niego i czekała. Nie wiedziała na co, może na spojrzenie, może na jego dotyk...Aż w końcu on ją zauważył. Powiedział jakieś niezrozumiałe słowa, potem dotknął palcem nosów trzech dziewczyn i Zaczął do niej podchodzić szybkim krokiem. Złapał ją za biodra, delikatnie pochylił i pocałował ją w usta. Is nie poczuła tego, co czuła wcześniej, nic nie poczuła, tylko zdenerwowanie. Nie panowała nad tym co robi, zamachnęła się ręką, która z głośnym klaśnięciem wylądowała na twarzy chłopaka. On gwałtownie się odsunął i krzyknął z nieznaną Is złością:
-Za co?!
-Nie pojawiasz się przez tydzień, flirtujesz z innymi, a teraz to?!-Is płakała i chciała uciec. Albo najlepiej umrzeć. Nie obchodziło ją to, ze zaraz straci całą energię, tylko chciała uciec. Uciec do damskiej toalety. Tam jej nie znajdzie.
    On biegł za nią, co wywoływało u niej strach. Bała się Jasona. Kiedy była w toalecie słyszała jak krzyczy:
-Znajdę cię, jesteś moja. Należysz do mnie! Wyjdź.
Jednak ona płakała. Oddychała ciężko, a przed oczami widziała ciemność. Nagle krzyk ustał, a drzwi łazienki się otworzyły. Is zaczęła panikować, ale usłyszała ciepły i miły głos: ''Nie bój się''



_________________________________________________________
Dawno mnie nie było, ale mam swoje usprawiedliwienia:
1.Wstaje rano o 5.30 kładę się spać o 22.00 i jestem piekielnie zmęczona.
2.Pojawiły się tylko 3 komentarze i czekałam na więcej. Już mnie nie lubicie? Spokojnie nie uśmiercę Elsy...Może...
Rozdział troszeczkę krótki, ale.....

wtorek, 14 października 2014

Rozdział 17

   Przez tydzień Is była z Jasonem najszczęśliwszą dziewczyną na świecie. Jednak nadal ukrywali to, że są parą. Mimo to, nie było chwili, w której by o sobie nie myśleli. Każdego dnia Is po szkole, kiedy była w domu czekała na przybycie Elsy, by zmieniła jej opatrunek, ale nie przechodziła przez portal. Zastanawiała się, co takiego zaszło miedzy Jack'iem a nią. W czwartek przyszedł tylko Jack. Kiedy dziewczyna spytała gdzie podziewa się królowa, on odwarknął jej:''Nie twoja sprawa'' i przeszedł przez portal. Tylko czekała, aż wybuchnie. I czekała, aż jej wszystko wyjaśni.
  Minął weekend i przyszedł poniedziałek. Kiedy Is weszła do szkoły nikt nie czekał na nią przy drzwiach. Nie było go również na ławkach za szkołą. Nie było go cały dzień i drugi i trzeci i czwarty i piąty. W sobotę miały być jej urodziny. A jego nie było...Nie chodziło o to, że będzie jeden prezent mniej. Isabell chodziło o samą pamięć. A jej urodziny, były najboleśniejszym dniem na świecie. Nienawidziła swoich urodzin. Dlaczego? Bo zawsze o niej zapominali. Nikt, nikt o niej nie pamiętał. Oprócz rodziców. Zawsze dostawała od nich coś niesamowitego.
  Jednak on nie pamiętał. Nie było go. Była godzina 18.00. Mama wyszła do sąsiadki, a Is siedziała na łóżku w swoim pokoju. Przytulała poduszkę i zastanawiała się, czy nie wybuchnąć płaczem. Wtedy przez malutki portal wleciał biały gołąb. Is wpatrzyła się w niego i zauważyła wstążeczkę i kawałek papieru przy jego łapce. Odruchowo rozłożyła ręce, a ptak usiadł jej na dłoni.Zaczął  dziobać wstążeczkę, aż ją całkiem odwiązał. Wtedy wzięła do ręki kawałek papieru, na którym napisane było.
Cel: Arendelle.
  Gołąb wzniósł się i otworzył portal. Dziewczyna całkiem zapomniało o czyhającym niebezpieczeństwie wynikającym z przejścia przez portal. Szła jak zahipnotyzowana pięknem ptaka. Nagle znalazła się w Arendelle. Magia zniknęła, lecz pojawił się nowa, magia przyjaźni. W wielkiej sali balowej były ustawione stoły i krzesła, a wokoło nich zjawili się wszyscy ludzie z królestwa i Berk. Po krzyku:"Wszystkiego najlepszego'' rozpoczęła się wielka uczta. Od Astrid i Czkawki dostała bransoletkę z łuską Vansi, od Elsy i Jack'a- Lodową przypinkę do włosów. Udawali oni jednak szczęście, widziała w ich oczach smutek i frustrację.
Po kilku godzinach cudownego balu Is zauważyła Else samotnie stojącą na balkonie. Podeszła do niej i zobaczyła, że płacze. Przytuliła ją i chciała coś powiedzieć, lecz usłyszała:
-W ogrodzie.
Po czym obie ruszyły w stronę jej cudownych żywopłotów, kwiatów i fontann. Przez długi czas panowała cisza, więc dziewczyna odezwała się pierwsza.
-Co się dzieje? Elsa? Czy Jack...?
-To nie jego wina...-odpowiedziała szybko królowa, siadając na ławkę.
-Więc co się dzieje? Widzę, że coś jest nie tak. Jeśli zaraz mi nie powiesz będę biegła tak długo aż...
-Dobrze, ale wysłuchaj mnie do końca, nie przerywaj mi i nie pytaj o nic dopóki nie skończę. Obiecujesz?
-Oczywiście...mów.
-Posłuchaj, nawet nie wiesz jak dla mnie to wszystko jest ciężkie. Ja...ja sobie z tym nie radzę, nie dam rady rozumiesz? Nie mogę tak żyć, nie potrafiłabym....-po czym wybuchnęła płaczem.
-Elso miałam ci nie przerywać, ale musisz mi powiedzieć....
-Ja...Ja jestem w ciąży.
  Isabell wstrząsnął dreszcz. Jak to możliwe, że się nie domyśliła? Przecież to takie wspaniałe!-chciała krzyknąć, lecz królowa mówiła dalej.
-To stało się w dzień, a właściwie noc, w której mnie uniewinniłaś. Jack... Ja...Chodzi o to, że...Ja nie chcę tego dziecka.
  Dopiero teraz dziewczyna zrozumiała powagę sytuacji i do oczu napłynęły jej łzy.
-To najgorsze co mnie spotkało. Nikt nie może o tym wiedzieć. Macierzyństwo miło być takie piękne... Ale nie jest. Dlatego, ze jestem nieśmiertelna, mój czas nie mija. I dziecko nie może się rozwijać prawidłowo. Dlatego zdecydowałam, że je uratuje i oddam mu moją nieśmiertelność. Z każdą chwilą wzrostu odbiera mi część mojej duszy. Jack nie może się z tym pogodzić, z tym, ze będzie musiał wychowywać dziecko beze mnie. Dodatkowo dziecko wysysa ze mnie wszelki pokłady energii, więc teraz jestem taka jak ty. Pewnie zapytasz, jak je urodzę? Otóż w wiosce na biegunie południowym mieszka moja ciocia, więc wyruszę tam, a gdy już urodzę, Jack powie, że zdarzył się wypadek i ja nie przeżyłam. Isabell to ostatnie 9 miesięcy mojego życia....



_____________________________________________________
Rozdział krótki, więc możecie pisać, co może wydarzyć się dalej. Może ktoś zgadnie....

piątek, 10 października 2014

Co was tak naprawdę interesuje?!

                               Hej

Dziś mam do was wyjątkowe pytanie: Co tak naprawdę lubicie w moim blogu? Jaki wątki, jakie elementy? Piszcie w komentarzach! Jeśli jednak nie macie pomysłu po prostu odpowiedzcie na na to:
                            

Jaki wątek lubisz najbardziej?:
1.Miłosny:
a)Isabell i Jasona
b)Jack'a i Elsy
c)Astrid i Czkawki.
2.Przygodowe.
3.Z atakami Mroka.
4.Z atakami Gabryieli.
5.Z Isabell jako Władczynią.
6.Inna odpowiedź wpisana w komentarzu.
Jakie elementy lubisz najbardziej?
1.Twoje rysunki.
2.Ankiety, opisy, spisy.
3.Postacie, które tworzysz w ubierankach(chodzi o obrazki za napisem ''Co przeżyła Isabell?'')
4.Inna odpowiedź w komentarzu.

Uwaga! Informacja dla ciekawskich! Po co mi to? Między innymi po to, by wiedzieć na czym opierać się najbardziej. Chodź historia Is jest już z góry zaplanowana, muszę wiedzieć, jakich rozdziałów pisać więcej. Z góry dzięki za wszystkie komentarze tutaj i za komentarze pod ostatnimi postami.

                                                              KlaudiaNFforever

niedziela, 5 października 2014

Rozdział 16

 Is stałą na balkonie i machała do ludzi w dole. Wszyscy mieszkańcy Arendelle zebrali się pod pałacem i teraz wiwatowali i klaskali. Nawet dzieci wyciągały główki wysoko do góry, by ujrzeć przyszłą Władczynię. Isabell patrząc na nich wszystkich poczuła nagłą troskę, a jednocześnie ból, że nie będzie mogła im służyć jak należy. Nagle świat przed jej oczami zaczął szarzeć, a potem czarnieć. Poczuła kujący ból w dłoniach. Elsa, która stała po jej prawej stronie podeszła do niej i zapytała jej się coś. Ta jednak nic nie usłyszała, prócz głuchych szmerów. Elsa szybko wyciągnęła ją za rękę do środka i posadziła na pierwszym lepszym krześle. Poczuła zimno w dłoniach, a potem ciepły, a jednocześnie cierpki napój w ustach. Zaraz potem świat odzyskał barwy i Is usłyszała krzyki ludności:'' Co się dzieje? Nie oszukujcie nas! I tak dowiemy się prawdy.'' Potem usłyszała głos królowej:
-Wszystko dobrze?
-Tak...To znaczy chyba-odpowiedziała niepewnie dziewczyna.-Co to było? Kolejny atak Mroka?
-Akurat to nie on...To...Ty. Rany na dłoniach również zużywają dużo energii. Zapomniałam ci o tym wspomnieć. Och pójdę uspokoić lud. Czekaj tu...
-Nie. Ja ich pójdę uspokoić. Wy tylko...stójcie obok mnie. Gdybym znowu miała...atak, to po prostu mnie złapcie.-powiedziała i powoli wstała. Kiedy zobaczyła tych wszystkich ludzi, którzy czekają co powie już miała odwrócić się do Elsy, by to ona powiedziała, ale odetchnęła głęboko i z zamkniętymi oczami powiedziała:
-Drodzy mieszkańcy! Przed chwilą byliście świadkami nieprzyjemnej sprawy, bo jak widzieliście prawie zemdlałam. Otóż prawda jest taka, że nie jestem już taka, jak wcześniej. Zdążył się wypadek i teraz zostałam pozbawiona wszystkich mocy i sił, a zwykłe machanie sprawia mi ból. Nie będę mogła służyć wam już tak jak dawnej, ale obiecuję wam, że będę robiła wszystko, byle byście byli bezpieczni. Mam dobrych opiekunów, którzy mi pomogą, a gdybyście mieli najmniejszy problem, wystarczy się zgłosić do mnie, ja na pewno wam pomogę. Dołożę wszelkich starań, by moja...niedyspozycja nie sprawiała nikomu zawodu. Proszę uszanujcie to, jest mi ciężko tak samo jak wam. Jeśli jednak nie dokonam tego, co powiedziałam, możecie wykonać na mnie najgorszą z kar.
  Po chwili ciszy wzniosły się okrzyki radości, potem Is powoli odeszła od okna.
-I co jak mi poszło?-spytała.
-Będziesz cudowną Władczynią.-odpowiedziała Elsa.-Posłuchaj wystarczy na dziś. Wracaj już do swojego świata. Acha i posłuchaj, pójdę z tobą. Jeśli przejście zabierze za dużo energii, pobierzesz ją ode mnie. Mam...
-Zaraz, Elsa. Ty nie idziesz.-wtrącił się Jack.
-O co ci chodzi?
-Już ty dobrze wiesz o co.
-Przecież nic mi nie będzie.
-Nieważne i tak nie idziesz. Tylko otwórz nam portal I zawołaj jej matkę.
  Gdy już to zrobiła, Jack złapał Is za rękę i powoli podchodził do portalu. Isabell zastanawiała się, o co mu chodziło. To musiało być coś poważnego.Teraz jednak przechodziła przez portali i znów czuła ból. Wychodząca z niej energia opuszczała ją tak szybko, że gdy tylko poczuła że jest w domu od razu zasnęła.
  Obudziła się rano. Leżała w łóżku i wiedziała, że ten dzień będzie inny niż wszystkie. Wstała, poszła do łazienki, skorzystała z toalety i umyła się. Wszystkie ruchy wykonywała powoli. Spojrzał na swoje odbicie. Wyciągnęła z szafki kosmetyczkę. Postanowiła, że nałoży delikatny makijaż, w sam raz do szkoły. Pomalowała oczy na delikatny róż, i potuszowała rzęsy. Spostrzegła, ze są ona bardzo długie i ze teraz jej oczy wyglądają bardzo dziewczęco. Pomalowała błyszczykiem usta  i przeczesała włosy. Kiedy chciała je związać stwierdziła,że zostawi rozpuszczone. Ubrała sukienkę i baletki, zabrała plecak i wyszła z pokoju na dół. Słyszała, ze mam krząta się w kuchni. Wstydziła się pokazać mamie więc szybko powiedziała:
-Dzień dobry!
Mama odpowiedziała to samo. Znów wszystko wróciło do normy. No prawie. Wyszła z domu i poszła na autobus. A potem pojechała prosto do szkoły. Na myśl, ze znów zobaczy się z Jasonem, serce waliło jej w piersi.  Jednak gdy weszła na korytarz szkolny nigdzie go nie spostrzegła. Gabryiela siedziała na tej samej ławce co poprzednio, jednak bez chłopaka. Idąc, myślała, że był tylko snem, kiedy poczuła czyjąś dłoń na łokciu. Była to dłoń jej byłej przyjaciółki.
-Cześć. Wow, co za...makijaż.-powiedziała dość szyderczo.-Malować się do szkoły? To niedopuszczalne.-zaczęła rechotać, choć sama miała nałożone tyle tapety....
-Zostaw mnie.
-Oj przestań Is, przecież byłyśmy przyjaciółkami....
W tym momencie wyjęła zza pleców kubek wody i oblała nią Is. Ta, z rozmytym makijażem, mokrymi włosami i ubraniem, spojrzała na nią i z łzami w oczach wybiegła ze szkoły. Przy drzwiach prawie się potknęła, zaczepiając o kogoś, lecz nie patrzyła kto to, tylko biegła dalej. Za szkołą, na ławce skuliła się i zaczęła płakać jeszcze głośniej. wtedy poczuła, że ktoś obejmuje ją ramieniem. Powoli otworzyła oczy i zobaczyła tam Jasona, który uśmiechał się do niej, chcąc ją pocieszyć. Ta przytuliła się do jego klatki piersiowej i czując jego ciepły i miły zapach, starała się uspokoić.
-Nie przyjmuj się.-zaczął- Gabryiela po prostu ci zazdrości. To nie powód, by mnie martwić. Poza tym o mało mnie nie potrąciłaś, gdy wybiegałaś.
-Więc to byłeś ty?
Pokiwał głową.
-Mam jej dość, już niedługo wykończy mnie emocjonalnie
-Spójrz mi w oczy.-powiedział i popatrzył się w jej oczy swoimi jasno-zielonymi oczami. Były tak głębokie, że mogła by w nie patrzeć godzinami i odkrywać nieznane zakamarki jego świadomości.-Nie pozwolę, by ktokolwiek cię wykańczał. Będę cię chronił przed Gabryielą i jej świtą. Będę twoim aniołem stróżem.-W tym momencie zbliżył się do jej twarzy. Ona zamknęła oczy.  Gdy ich usta połączyły się w pocałunku, Is poczuła falę ciepła na twarzy. Czuła szczęście, radość, zadowolenie i od razu zapomniała o wszystkim, co się wcześniej stało. Był to jej pierwszy pocałunek, i chciała, by ta chwila trwała jak najdłużej, lecz szybko zorientowała się, ze całuje się z kimś, kogo nawet nie zna i szybko odsunęła się i obróciła się do chłopaka plecami.
-Jak to jest, że...
-Ja przepraszam....-próbował się tłumaczyć.- Ja po prostu...To znaczy...Nie...
-Daj mi dokończyć...Jak to jest, że znam cię zaledwie dwa dni, a zakochałam się w tobie do szaleństwa...
W tym momencie się odwróciła i przytuliła się do niego. Zostali w takiej pozycji, aż nie zadzwonił dzwonek.

________________________________________________
I jak? Dziękuję wam za to, ze się podpisywałyście, chodziło mi tylko o użytkowników anonimowych, bo chciałam wiedzieć ile osób ''mnie'' czyta. Następny rozdział pojawi się...nie wiem kiedy. Na razie musicie zadowolić się tym :) Kocham was <3

niedziela, 28 września 2014

Rozdział 15

Znów się obudziła. Teraz spała bardzo dużo. Tym razem widok w pokoju zupełnie się zmienił. Właściwie pokój był podobny, ale to nie było to samo pomieszczenie. Ściany pomalowane były na delikatny, miętowy kolor. Ustawione w nim fotele, kanapy i stoliki były w kolorze ciemnym brązowym, a nawet czarnym. Ustawione w nim były rośliny, a właściwie białe kwiaty, miejscami przechodzące w różowy. Okna były jak zwykle duże, tym razem zasłonięte do połowy.
  Obok łóżka na fotelu, innym niż wszystkie siedziała Elsa. Tym razem miała mocno pomalowane błękitne powieki i fioletowe usta.  Włosy znów powróciły do swojego dawnego wyglądu i zostały uczesane w warkocza. Jej twarz była naprawdę promienna. Uśmiechnięta od ucha do ucha królowa powiedziała:
-Jak się czujesz słonko?
-Dobrze, chyba.-powiedziała lekko zdziwiona Is.-Chociaż, jeszcze dużo rzeczy muszę się dowiedzieć.
-Spokojnie, jak tylko się lepiej poczujesz wszystkiego się dowiesz.A teraz...Greta, Gertrude!
Po chwili do pokoju weszły do pokoju dwie uśmiechnięte kobiety, które widziała wcześniej. Podały jej jakieś lekarstwo do wypicia, potem trochę ją pookrywały i dygając przed nią wyszły z pomieszczenia. Zaraz potem Elsa odchodząc od okna, przy którym czekała, podeszła do Isabell i usiadła obok niej.
-Jesteś bardzo silna. Chyba najsilniejsza Władczyni jaką widziałam. Jestem z ciebie dumna. Twoja matka pewnie też.-powiedziała po chwili.
-Dziękuję, ale co z nią?
-Dojdziemy do tego za chwilę. A teraz, jesteś na tyle silna, by obejrzeć resztę swojego pokoju?
-Resztę...pokoju? To to miejsce w którym jestem to nie jest całość?
-Hahahaha....To dopiero początek.
   Elsa pomogła Is wstać. Z racji tego, że nikt ją nie przebierał od czasu jej przybycia do Arendelle, zaprowadziła ją do jej prywatnej łaźni. Było to pomieszczenie średniej wielkości, całe w kolorze delikatnego szmaragdu. Z góry zwisały przepiękne stalaktyty, na dole zaś znajdowało się ogromna ilość błękitnej, przejrzystej wody. Było bardzo parno do tego stopnia, że prawie w ogóle nie było widać podłogi. Powoli Isabell zdjęła z siebie ubranie i zamaczała się. Wchodziła coraz głębiej i głębiej i gry woda dotarła już do okolic szyi, wróciła się, bo dokładnie słuchała tego przed czym ją ostrzegła: ''Nie pływaj i nie wykonuj żadnych gwałtownych ruchów. A gdyby coś było nie tak od razu wołaj.'' Kiedy umyła się zapachowymi mydełkami, których było naprawdę dużo, bo otaczały całą ''wannę'' wyszła z wody i zaczęła szukać jakiś ubrań, ale znalazła tylko różowe kapcie i niebieski szlafrok. Nie miała innego wyjścia ubrała się w niego i wyszła. Uderzyła ją fala zimnego powietrza. Zadrżała. Po chwili jednak przyzwyczaiła się i zaczęła rozglądać się po pokoju.
-Już jesteś, a więc może chciałabyś się w coś ubrać?- powiedziała Elsa stojąca w kącie.
-O tak, jeśli nie byłby to żaden problem...
-Problem? Kochanie jesteśmy na to przygotowani od bardzo dawna. Wszystko, co posiadają Władczynie i Władcy dziedziczą po poprzednich. A z każdym następnych rzeczy jest coraz więcej.
-Zaraz, to znaczy, że w tym pokoju i w tej łaźni kąpał się nie tylko poprzedni Władca, bądź Władczyni, ale każdy, kto nim był? Odlot!
-Tak, chyba tak, ale może zanim przejdziemy do tego wszystkiego może zechcesz zobaczyć swoją garderobę?
-O tak!
 Zaraz Elsa podeszła do blado niebieskich drzwi i zdecydowanie je popchnęła. W środku znajdowała się niezliczona ilość ubrań, a w szczególności sukienek. Oczywiście Is zaraz zaczęła przymierzać wszystkie po kolei, a także biżuterię, buty i inne dodatki. W końcu wybrała zieloną sukienkę i dobrała do tego rękawiczki a także jeden z wielu diademów. Potem Elsa zaprowadziła ją do jej prywatniej służki, którą teraz nazwalibyśmy po prostu stylistką. Zrobiła jej fryzurę, a także delikatny makijaż. Gdy była już całkowicie gotowa ona i królowa wybrały się na jej pałacowy ogród. Przechadzając się wieloma uliczkami Elsa opowiedziała jej wszystko, od jej przybycia:
-Zioła, które ci podałam, były środkami usypiającymi. Jednak stały się bardzo groźną trucizną, gdy przez przypadek się zgniotły. Z koloru żółtego zmieniły się w czarny. I tak dotarłaś tutaj, gdzie po przekroczeniu portalu  straciłaś ogromną ilość energii. Twoje ciało nie zdołało użyć Kondyrogencji przez co teraz nie będziesz mogła kontynuować swych rytuałów. Dodatkowo wszystkie poprzednie zostały cofnięte, więc już nie władasz lodem, nie będziesz też mogła latać z wiatrem, a każdy gwałtowny ruch pozbawi cię energii i zemdlejesz.
  W tym momencie obie przystanęły a w oczach Is pojawiły się łzy.
-Nie będę mogła nic? Ani trochę? A co ze...Co z lataniem na smoku? Czy kiedyś będę mogła polecieć wraz z Vansi?
-Niestety, ale...
-Więc będę zupełnie bezbronna? I jak mam walczyć z Mrokiem? Wasza przepowiednia się pomyliła....
-Ona nigdy się nie myli. Nie będziesz mogła wielu rzeczy, które potrafiłaś do tej pory, ale nadal będziesz mogła przenosić się do innych światów. A w każdym z nich będziesz miała tylu strażników ile zechcesz.
-Możemy usiąść? Trochę źle się poczułam.
-Oczywiście, siadajmy o tutaj na ławce.
 W tym momencie otworzył się portal przez który weszli Astrid i Czkawka.
-Już wiemy.-zaczęła dziewczyna.-To niesamowite, że tak długo spałaś.
-Zaraz a ile dokładnie?-zapytała zaciekawiona nagle Is.
-Z tego co mi wiadoma to dwa tygodnie.
-Zaraz, zaraz...Spałam dwa tygodnie?! Ale...
Na twarzy wszystkich pojawiły się uśmiechy i zaczęli się śmiać.


_________________________________________________________-
No to jest następny. Naprawdę ciężko mi się go pisało, ale postanowiłam, ze się nie poddam. Bardzo bardzo wam dziękuję, za komentarze pod poprzednim postem. Mam do was prośbę, jeśli to czytasz to właśnie teraz napisz komentarz, jakikolwiek i się podpisz. Może to być twoje imię, lub po prostu jakiś ulubiony nick. Chcę widzieć po prostu ile was tu jest.

piątek, 19 września 2014

Rozdział 14

Zamiany cz.1 ! Jak zauważyliście, już się trochę zmieniło, a zmieni się jeszcze więcej! No to czytajcie!
 

-------------------------:)--------------------------------------------------------


     Teraz Isabell obudziła się w pełni świadoma. Już wiedziała, gdzie była- w pokoju gościnym w pałacu Elsy. Powoli obróciła głowę po pokoju. Wydawał się o wiele większy niż wcześniej. Okna, które były ogromne, zostały odsłonięte i do pokoju wpadało delikatne, różowe światło poranka. Leżała na dużym łożu w kącie. Było bardzo, bardzo wygodne, a kołdra wydawała się tylko puchem ogrzewającym jak słońce na plaży. Ze swojej pozycji widziała praktycznie cały pokój, w którym raczej nie było niczego. Był tam za to ktoś, a właściwie dwa ktosie.
     Elsa siedziała na dużym, bujanym krześle. Na twarzy widniały skutki zmęczenia i smutku. Jej makijaż już dawno zlał się z łzami i i pozostawił tylko niewielką poświatę na twarzy. Włosy, które wcześniej ułożone były w staranny warkocz, teraz zastąpił luźny kucyk, z białą kokardką. Ubraną miała białą sukienkę, z elementami błękitnych śnieżynek. Nie była to taka sukienka, jaką Elsa nosiła zazwyczaj, była to sukienka z długimi rękawami, przypominała trochę kożuch. Przykryta była bladoróżowym kocem, a na kolanach opierał głowę...Jack. Tak, spał jej na kolanach. Wyglądał jak mały piesek strzegący swej pani. On, w przeciwieństwie do Elsy w ogóle się nie zmienił. Wyglądał tak samo jak wcześniej.
    Isabell poczuła piekący ból w gardle. Rozejrzała się i zobaczyła wodę na stoliku. Sięgnęła po nią, lecz okazało się, że jest po za zasięgiem jej ręki. Przesunęła się więc trochę, ale szklanka z wodą dalej była za daleko. Więc posunęła się trochę dalej, i dalej, i dalej....Łup! Upadła z trzaskiem na ziemię. Nie wiedziała, że podłoga jest taka twarda. W łóżku było przecież tak miło. Teraz bolał ją łokieć, gdy na niego upadła. Jack i Elsa szybko się poruszyli, ze snu. Królowa przyłożyła ręce do ust i szybko zawołała: ''Greta! Gertrude!''. Zaraz do pokoju wtargnęły dwie kobiety ubrane na biało. Jack ani na chwilę nie wypuścił jej z objęć. ''Nic mi nie jest!''-mówiła Is, jednak sama czasami w to wątpiła. Kobiety szybko podniosły ją z podłogi, położyły na łóżku i zaczęły ją okrywać, podawać wodę i ogólnie się krzątać wokół niej. Ona jednak nadal powtarzała: ''Nic mi nie jest!''. W końcu jednak dała za wygraną i pozwoliła im działać. Po jakiś piętnastu minutach skończyły, odsunęły się od łóżka i skłoniły się przed nią. Potem Elsa rzekła:
-Zostawcie nas samych.-po czym podeszły do niej, skłoniły się tak jak poprzednio i wyszły. Królowa złapała Jacka, za ręce, a ten podniósł je do ust, pocałował je i wyszeptał: ''Jestem tutaj i zawsze będę'' tak, że Is prawie nie usłyszała. Elsa pomału odeszła od Strażnika i podeszła do łóżka. Z tego pokoju najbardziej bała się Isabell. ''Co ja znowu zrobiłam?!''-pomyślała dziewczyna. Gdy królowa podeszła do łóżka wzięła głęboki oddech i uklękła.Potem zamknęła oczy spuściła głowę i powoli wyrecytowała:
-Władczyni Wszelkich Światów: Isabello Cornelio Anno Julio Cortez...
Dopiero teraz Is zdała sobie sprawę, jak dawno nie słyszała tej nazwy. Elsa kontynuowała:
-...O pani... Doskonale wiem, jaki czyn popełniłam i wiem, jaka kara mnie czeka. Jestem gotowa przyjąć ją, nawet, gdy wiążę się to z utratą wszystkich mocy, dobytku i rodziny.''
-Elso, ale jaka kara? Za co chcesz być ukarana?
Dopiero teraz królowa podniosła się i Is zobaczyła, ze jej twarz jest zapłakana. Jednak nie dała niczego poznać po swoim głosie. Powiedziała:
-Moją niekompetencją zostało zagrożone twoje życie, a także życie twoich najbliższych. Dodatkowo zostałaś okaleczona na całe swe życie. To wszystko moja wina. Kodeks mówi, że powinnaś pozbawić mnie moich mocy, także nieśmiertelności i skazać na wieczne wygnanie. Wtedy, to Anna usiądzie na tronie, chyba, że  zarządzisz całkowicie kogoś innego.
Isabell zaczęła teraz bardzo intensywnie myśleć. Ta minuta, która według Elsy i Jack'a była minutą ciszy, dla niej krzyczała i piszczała strasznymi słowami. Śmierć, Skazana, Wygnanie....i wiele wiele innych. Gdy mordercza minuta minęła Is zobaczyła, że Elsa już jest nie tylko zapłakana, ale ma mokry od łez gorset. Spojrzała trochę dalej i zobaczyła chłopaka. Nie był to ten Jack, którego znała. Teraz płakał i wyglądał, jakby zaraz miał kogoś zabić i patrzy na tą osobę przed śmiercią. Nagle poderwał się z miejsca i podszedł do łóżka. Wypowiedział słowa, które Is zapamiętała już do końca swojego życia:
-Jak śmiesz zadawać jej takie cierpienie?!
Królowa nawet nie drgnęła, tylko dalej płakała. Jack natomiast mówił dalej:
-Nawet nie wiesz, jaki to dla niej ból. Ona nie może tego powiedzieć, ale ja wiem jak bardzo cierpi. Zakończ to już, proszę....
Dopiero teraz ujrzała, jaką miłość Jack darzy do Elsy. Zobaczyła to w jego oczach mokrych od łez. Teraz i ona się rozpłakała i spokojnie powiedziała:
-Gdybym straciła jakąś kończynę, zmysł, nawet kogoś z rodziny NIGDY nie skazała bym nikogo, nawet mego wroga na tak okrutną karę. Nie skarzę ciebie za przypadek. Mimo, że jestem okaleczona na zawsze, choć nawet nie wiem jak nie skażę Elsy. Nie zabiorę jej mocy, ani nieśmiertelności i nie wygnam jej.
W tym momencie stała się rzecz tak nieoczekiwana, że nawet Elsa przestała się trząść tylko popatrzyła na tą sytuacje z zaciekawieniem. Jack rzucił się na łóżko i przytulił Isabell jak siostrę. Ona poczuła ciepło, braterskie ciepło i przez chwilę wszystko nie miało znaczenia, tylko ramiona Jack'a. Z tego stanu ocknęły go słowa chłopaka, który powiedział: ''Dziękuję, że nie zabrałaś mi mojej królowej''. Ona odpowiedziała: ''Nie dziękuj i idź do niej. To ona cię teraz najbardziej potrzebuje.''
Jack szybko wyrwał się z objęć i podbiegł do królowej. Oboje upadli pomału na posadzkę w miłosnym uścisku. Elsa dalej płakała, tym razem ze szczęścia. Jack powtarzał:''Już wszystko jest dobrze. Nie płacz. Jestem tutaj.'' Ona tylko przytakiwała. Is nie widziała wcześniej szczęśliwszych ludzi. Opadła na poduszkę i zaczęła płakać. Po prostu płakać.


Napiszesz komentarz? To bardzo motywuje :)

niedziela, 7 września 2014

Rozdział 13(pechowy??)

Isabell opadła na podłogę. Przeniesienie mamy przez portal okazało się jeszcze trudniejsze niż myślała. Energia, jaką musiała zużyć by przenieść mamę ulatywała z niej, jak gołębie. Gdy już dotarli na dwór Elsy, podbiegła do nich służba. Zaczęła dopytywać się, co cię stało, jak mają pomóc, co zrobić, lecz w odpowiedzi na te wszystkie pytania Jack krzyknął:
-Przyprowadźcie tu królową Elsę! Szybko!-Podchodząc do Is, zaczął sprawdzać tętno i oddech.-Nie umieraj.-mówił-Jeszcze nie teraz.
-Jack?-dziewczyna się ocknęła.-Gdzie jestem?-rozejrzała się wokoło i jej wzrok utknął na matce. Chciała się podnieś, jednak zamiast tego znów głucho opadła na podłogę, jak młode pisklę.-Pomóż jej! Mamo!-Zaczęła szlochać, lecz już nawet na łzy nie miała siły. W tym momencie pojawiła się Elsa, z dwoma służkami i służącym. Spojrzała na bryłę lodu, z kobietą w środku i na Is. Podbiegła do Jack'a, który nie zauważył królowej, bo starał się utrzymać Władczynie przy życiu.
-Jack co się stało?!-zapytała z przerażeniem Elsa.
-Nie wiem, Isabell podała jej matce lek, ale ta nie zachowywała się tak jak powinna. Zamiast tego nie oddychała i jej serce się zatrzymało. Więc zamknąłem ją w bryle, a ona ją przeniosła.
Teraz Elsa uklękła przed dziewczyną.
-Kochanie.-rzekła.-wiem, że jest ci teraz źle, ale...
-Pomóż mojej matce! Pomóż jej!-szeptała Is. Był to przerażający szept. Taki jaki wydają ludzie, gdy odchodzą. Elsę przeszedł dreszcz.
-Posłuchaj pomogę jej, ale musisz mi powiedzieć, jaki kolor miały zioła, wtedy pomogę twojej matce.
-One były....one...miały...czarny...
-Jesteś pewna? Miały czarny kolor?
-Tak...
-Jack pilnuj jej-wstała Elsa i powiedział do Jack'a. Potem zrobiła kilka kroków w stronę przerażonych i drżących służących.-Gary-powiedziała do mężczyzny.-przynieś szklankę wody.A wy-zwróciła się do kobiet.-Zawołajcie więcej mężczyzn i przynieście koce, kołdry i poduszki.
 Po kilku minutach pojawił się mężczyzna, a zaraz za nim szybko wkroczyła Elsa. Niosła duży kuferek z napisem: ''S.C.''. Położyła go na ziemi i sięgnęła po szklankę z wodą. Wsypała do niej jakiś proszek i podała go Jack'owi.
-Podaj jej to.-powiedziała i dalej zaczęła grzebać w kuferku. Na jej czole pojawiły się malutkie krople potu. Wreszcie wyciągnęła flaszeczkę z żółtym płynem i postawiła ją obok. Potem wyjęła jeszcze woreczek, taki sam, jaki dała Is, wzięła flaszeczkę i podeszła do Jack'a. Ten natomiast skończył już ''podawać'' wody Is, dzięki czemu ta leżała bez ruchu, nie mogła nic mówić.
-Tak będzie bezpieczniej-powiedział Elsa.-Jednak musimy się spieszyć, lekarstwo nie będzie działać długo.
-Dobrze, ale co ja mam robić?-spytał ogłupiały i trochę przestraszony Jack.
-A więc, kiedy odmrożę jej rodzicielkę, będziesz musiał ją złapać i położyć na kocach. Do licha! Gdzie one się podziewają?! Nie mamy dużo czasu, ona może umrzeć w każdej chwili!
 W tym momencie pojawiło się pięciu mężczyzn niosących koce. Za nimi przyleciały służące z czterema kołdrami. Elsa  zaczęła rozkazywać:
-Nareszcie! Koce połóżcie tam kołdry obok. Wy!-wskazała na mężczyzn. Będziecie mi potrzebni to przeniesienia ich do pokoi. Na razie się odsuńcie. Jack, gotowy?
Ten tylko kiwnął.
-Teraz!-krzyknęła Elsa i swoją mocą stopiła lód. Zajęło jej to jakieś 5 minut, bo lód był tak grubi. Gdy mama Is upadła na ramiona Jack'a ten załamał się lekko i ułożył ją wygodnie na kocach. Była sina, usta miała dziwnie wykrzywione, a całe ciało miała zziębnięte. Wyglądała jak roślina, której korzenie nie dosięgają do wody. Zmęczona Elsa uklękła momentalnie wlała płyn do ust kobiety.
-A teraz ściśnij jej gardło.-powiedziała królowa prawie szeptem. Zaskoczony Jack popatrzył  na kobietę. Miał właśnie dokonać...uduszenia na martwej osobie. Jakby tego było mało Isabell zaczęła się wybudzać. Cicho mówiła: Nie... co brzmiało jeszcze bardziej przerażająco niż wcześniej. Wszyscy, którzy znajdowali się w korytarzu zamarli z przerażenie. Wszyscy oprócz Elsy, która krzyknęła:
-Szybko, zanim jedna i druga umrą!
Jack już się nie zastanawiał. Ścisnął gardło starszej kobiety tak mocno, jak potrafił. Nagle poczuł ciepła w dłoniach. To nie było jego ciepło. Matka Is przewróciła się na bok i wypluła ciemną maź, która wydawała się wyciągnięta z piekielnych czeluści. Powoli otworzyła zmęczone oczy i już chciała coś powiedzieć, ale Elsa wepchnęła jej do buzi zielone listki. Oczy kobiety zrobiły się przerażająco zielone, a ona sama spojrzała na Elsę, która powiedziała:
-Śpij.-I kobieta zasnęła. W tym momencie Jack poczuł czyjąś dłoń na stopie. Obrócił się i zobaczył dziewczynę. Nie tą, którą widział kilka chwil temu. Dziewczynę, która była na tyle blada, że prawie zlewała się z dywanem. Usłyszał tylko:
-Opiekujcie się nią. Dziękuję.
Po czym Is opadła znowu na ziemię.
''Teraz słyszała tylko ciszę. Więcej-czuła i była tą ciszą. Była to cisza inna niż wszystkie. Ciemna i mroczna, jakby miała zaraz pożreć w całości. Zaraz jednak usłyszała ciepły głos:Będzie dobrze...''
 Obudziła się w małym pokoiku. Był biały i jedyne co tam było, to łóżko na którym leżała. Czuła się dziwnie niespokojnie i nie do końca wiedziała kim jest, co tu robi, ani co się stało. Drzwi były uchylone a jasne światło zdawało się byś białe w porównaniu do oświetlenia w pokoju. Usłyszała dwa głosy męski i żeński. Jack i Elsa. Rozmawiali:
-...mówiła, że wszystko będzie dobrze,ale ja tak się boję...
- Kochana uspokój się. Pamiętaj, ze ja zawsze będę przy tobie
Gdy oczy Is przyzwyczaiły się trochę do światła zobaczyła dwie przytulone do siebie postacie: kobietę i mężczyznę. Nagle mężczyzna podniósł głowę kobiety i otarł jej łzy. Ta w zamian pocałowała go. Nagle poczuła ból w klatce piersiowej chciała krzyczeć, jednak wydawało jej się, że z jej gardła wydobywa się głuchy pisk przeszyty przerażeniem. Ostatnie co zobaczyła, to twarz Elsy, która była zdesperowana od płaczu...
___________________________________________________________________
No macie tu następny :) Piszcie co o nim myślicie, proszę.