Droga Chocolate xD, pomyślała, że to opowiadanie najlepiej odwzoruje Jelsę. Miłego czytania!
Cały dzień w Arendelle był ciężki. Elsa cierpiała. Dziecko kopało. Właściwie to ''rozrywało'' ją na wszystkie strony. Jack nie mógł tego znieść. To przez niego teraz najważniejsza osoba na świecie miała niedługo umrzeć. Kiedy już miał dość krzyków uciekł, by pozbierać myśli. Znów czuł na twarzy powiew wiatru, zapach zimy. Z oczu płynęły mu łzy. Wylądował na małej polanie, którą od razu zamroził nadmiarem uczuć. Usiadł na jednym z drzew. Myślał. Jeszcze nigdy w życiu nie przeżył takiej ''burzy mózgów''. Zamknął oczy. Wsłuchał się z powoli uderzające o siebie zamarznięte liście. Ten dźwięk mu coś przypominał. Tak był zdecydowanie taki sam jak....No właśnie? Co? Dźwięk powoli stawał się głośniejszy, a myśli Jack'a krążyły tylko wokół niego. Dzwony. Brzmiał jak dzwony podczas gdy pierwszy raz poznał małą Roszpunkę. A właściwie kiedy się narodziła. Tak... Ten sam dźwięk... Zaraz Roszpunka! Jack zerwał się na równe nogi. Nie czuł teraz nic prócz siły, jaką dała mu ta myśl. Wpadł do zamku i znów usłyszał potępieńcze jęki ukochanej. Niektóra służba leżała na podłodze ze zmęczenia. Tylko najbardziej wytrwali zostali i co chwila zmieniali opatrunki. Jack nie obawiał się już. Wiedział, że Elsa i on będą godnymi rodzicami. Wpadł do jej komnaty i ujrzał ją. Leżała jak nieżywa. Nie krzyczała już, ale wyglądała jak duch-blada i sina. Podszedł do łóżka i złapał ją za rękę.
-Elso?-spytał niepewnie.-Słyszysz mnie?
-Któż to mnie odwiedził? Czy to już Śmierć we własnej osobie?-powiedziała z zamkniętymi oczami.
-Nie ukochana to ja, Jack. Pamiętasz mnie jeszcze? Czy bóle zabrały ci całą pamięć?
-Jakżebym mogła zapomnieć...-otworzyła oczy. Wyglądała jeszcze bardziej przerażająco.-...kogoś, kto jeszcze nie uciekł. Po co tu przychodziłeś? By patrzeć na mą śmierć?
-Nie ukochana. By cię uratować. Wiem jak ocalić ciebie i dziecko.
-Mnie się już nie da uratować. Zajmiesz się...
-...oboje się nim zajmiemy. Posłuchaj rozwiązaniem jest Roszpunka.
-Ta wstrętna, podła...
-Nie! Spokojnie nie zamierzam jej tu przyprowadzić. Ale ona... To znaczy ja...
-Au! Jack!!!-Elsa zaczęła się zwijać z bólu. Od razu do komnaty wpadły służące, położne i lekarze. Zaczęli wyganiać Jack'a słowami:
-Przepraszamy paniczu, później zobaczy pan dziecko i matkę.
-Ale wy nie rozumiecie!-krzyczał chłopak.-Ja muszę jej pomóc! Ona nie może umrzeć!
-Nic się jej nie stanie. Zaopiekujemy się nią.
Jack nie mógł tego słuchać. Nikt nie wiedział o tym, że ona zaraz straci swe życie i że tylko on może jej pomóc. Dobijał się do drzwi, ale oni nie otwierali. Słyszał tylko krzyki ukochanej.
-JACK!!!-wydała ostatnie tchnienie. Umarła? Nie! Tylko nie to! Jack całą swą mocą zamroził drzwi, a one zaraz pokruszyły się w drobny mak. Zobaczył, jak lekarz sprawdza puls, ale najwyraźniej nie mógł go wyczuć.
-Odsuńcie się!-krzyknął Strażnik. Zaraz wszystkich zamroził, by teraz nikt mu nie przeszkadzał.
Dotknął swój kij, po czym złamał go na pół. Końcem ''zepsutej'' już laski naciął się w nadgarstku.
-Kochana, od początku żyłem tylko dla ciebie. Oddychałem, myślałem i kochałem dla ciebie. Jeśli myślisz, że teraz mnie opuścisz, że zostawisz mnie z naszą córeczką, tak, córeczką, to moja kochana grubo się mylisz. Tak jak Roszpunce oddam tobie kawałek mej duszy. Oddam ci jej połowę.
Nachylił nadgarstek nad kloatką piersiową, a zniej zamiast wydobyć się krew, poleciały delikatne smużki błękitnego dymu. Jack wypowiedział ''zaklęcie'':
''Omer, des matkanti, ores Elsa, kres seves!''
Nic się nie działo. Płacz dziecka przeszywał ciszę, która uderzała w Jack'a jak igły.
Wziął dziewczynkę na ręce. Była taka maleńka, bezbronna. Jak miał zajmować się nią, kiedy to matka ma za zadanie pomóc jej wejść w wiek dorosły? Jak miał to zrobić sam?!
-Popatrz maleńka, to mamusia. Niestety oddała za ciebie życie. Nawet nie zdążyłam jej powiedzieć, jak bardzo ją kocham.
-Jack?-nagle usta Elsy się poruszyły.-Długo spałam?
-Elso! Och, czy musisz tak żartować?
-Byłam u mamy.
-Zaraz przecież twoja matka... Co ci powiedziala?
-Mówiła, że chciałaby, żebym została, że muszę się zobaczyć z ojcem. Och Jack jak tam było cudownie. Brakowało mi tylko ciebie.
-Teraz tu jestem. Ja i nasza córeczka.
-Jaka śliczna! Ale jak ty, to znaczy ja...Co takiego zrobiłeś?
-To jest nieważne, ważne jest tylko to, że żyjesz. Pozostaje tylko jedna kwestia, jak ją nazwiemy...
-Kiedy byłam tam, mama powiedziała, żebym nazwała ją w naszym rodowym języku Eira- znaczy śnieżna.
-Eira...pięknie.
Rodzina w komplecie, Elsa żyje, wraz z Jack'iem opiekują się małą Eirą. Mimo szkód jakie wyrządził Jack, to najszczęśliwszy dzień w ich życiu.
Spadek aktywności? Komentujemy!
sobota, 24 stycznia 2015
niedziela, 18 stycznia 2015
Przedrozdział
Piszę tak późno, bo czekałam na odpowiedź Chocolate xD, która zajęła 2 miejsce i nie napisała mi tematu rozdziału dedykowanego dla niej. Napisz proszę!
Isabell wstała rano. Przeciągnęła się i spojrzała przez okno. Jest teraz władczynią. Nikt jej nie dorówna. Ale dlaczego brakuje jej czegoś? Czego jeszcze nie zdobyła? Podeszła do szafy. Dlaczego ma same sukienki? Wybrała jedną z nich i podeszła do lustra. Jak do tej pory wytrzymała z takimi włosami? Przecież są jej niepotrzebne. Złapała nożyczki i obcięła je. Wstała. Już miała iść do szkoły, gdy nagle do jej pokoju wpadły trzy mroczne konie. Okrążyły ją.
-A więc jak się czujesz, teraz gdy jesteś najważniejszą osobą we wszystkich światach?-spytała postać Mroka siedząca na jednym z rumaków-największym.
-Odejdź stąd albo...-powiedziała przestraszona Isabell.
-Albo co? Chyba nie myślisz, że te kilka umiejętności da radę mnie pokonać? Ćwiczyłem latami, by dojść do perfekcji i wiesz co? Nie będę musiał przechodzić nauk. Od razu mogą mnie koronować na Władcę.
-Koronować to cię będziemy po śmierci Isabell-powiedział Czkawka, który własnie zjawił się wraz z Astrid i Jack'iem.-ale żeby zabić ją, będziesz musiał nas zabić.
Astrid złapała rękę Is i wyciągnęła ją z ''Koła Śmierci''. walczyli dzielnie, ale nie dawali rady. Mrok był coraz silniejszy. W końcu Jack powiedział:
-Nie damy rady! Wracamy do Arendelle!
-Myślicie, ze tam was nie znajdę? Tam będzie mi jeszcze łatwiej was pokonać. Was i wszystkich ludzi.
Znów portal się otworzył i do pokoju weszły Nieznane.
-O proszę proszę.-powiedział Mrok przerywając atak.- Do naszego sporu przyszły te, które rzekomo tylko JA umiem pokonać. Sprawdźmy to zatem.
Ete, Printemps i Hiver rzuciły się na Mroka, ale zdecydowanie on wygrywał. Nagle Mrok osłabł z niewiadomych powodów, a Nieznane powiedziały:
-Musimy wracać do Arendelle. Zamknąć portale. Zamknąć ten świat. Zabierz ze sobą wszystkie ważne dla ciebie rzeczy. Printemps pójdzie z tobą i ci pomoże. Printemps uśpij rodzicielkę Is.
Isabell zabrała prezenty od Nieznanych psa i matkę. Nie mogła wziąć nic więcej. Wszyscy przeszli przez portal, a kiedy byli już w Arendelle Nieznane z pomocą Is stworzyły coś na kształt kuli, która rozciągnęła się nad całym Arendelle. Kilka mrocznych koni, które dostały się tym samym portalem, bez swojego pana były bezbronne i nie mogły nic zrobić. Zamieniły się w piach. Isabell była bezpieczna.
Isabell wstała rano. Przeciągnęła się i spojrzała przez okno. Jest teraz władczynią. Nikt jej nie dorówna. Ale dlaczego brakuje jej czegoś? Czego jeszcze nie zdobyła? Podeszła do szafy. Dlaczego ma same sukienki? Wybrała jedną z nich i podeszła do lustra. Jak do tej pory wytrzymała z takimi włosami? Przecież są jej niepotrzebne. Złapała nożyczki i obcięła je. Wstała. Już miała iść do szkoły, gdy nagle do jej pokoju wpadły trzy mroczne konie. Okrążyły ją.
-A więc jak się czujesz, teraz gdy jesteś najważniejszą osobą we wszystkich światach?-spytała postać Mroka siedząca na jednym z rumaków-największym.
-Odejdź stąd albo...-powiedziała przestraszona Isabell.
-Albo co? Chyba nie myślisz, że te kilka umiejętności da radę mnie pokonać? Ćwiczyłem latami, by dojść do perfekcji i wiesz co? Nie będę musiał przechodzić nauk. Od razu mogą mnie koronować na Władcę.
-Koronować to cię będziemy po śmierci Isabell-powiedział Czkawka, który własnie zjawił się wraz z Astrid i Jack'iem.-ale żeby zabić ją, będziesz musiał nas zabić.
Astrid złapała rękę Is i wyciągnęła ją z ''Koła Śmierci''. walczyli dzielnie, ale nie dawali rady. Mrok był coraz silniejszy. W końcu Jack powiedział:
-Nie damy rady! Wracamy do Arendelle!
-Myślicie, ze tam was nie znajdę? Tam będzie mi jeszcze łatwiej was pokonać. Was i wszystkich ludzi.
Znów portal się otworzył i do pokoju weszły Nieznane.
-O proszę proszę.-powiedział Mrok przerywając atak.- Do naszego sporu przyszły te, które rzekomo tylko JA umiem pokonać. Sprawdźmy to zatem.
Ete, Printemps i Hiver rzuciły się na Mroka, ale zdecydowanie on wygrywał. Nagle Mrok osłabł z niewiadomych powodów, a Nieznane powiedziały:
-Musimy wracać do Arendelle. Zamknąć portale. Zamknąć ten świat. Zabierz ze sobą wszystkie ważne dla ciebie rzeczy. Printemps pójdzie z tobą i ci pomoże. Printemps uśpij rodzicielkę Is.
Isabell zabrała prezenty od Nieznanych psa i matkę. Nie mogła wziąć nic więcej. Wszyscy przeszli przez portal, a kiedy byli już w Arendelle Nieznane z pomocą Is stworzyły coś na kształt kuli, która rozciągnęła się nad całym Arendelle. Kilka mrocznych koni, które dostały się tym samym portalem, bez swojego pana były bezbronne i nie mogły nic zrobić. Zamieniły się w piach. Isabell była bezpieczna.
środa, 31 grudnia 2014
Sylwestrowo!
Cześć!!! Obiecałam, więc jest! Poniżej macie przedstawione niespodzianki dla was:
1. Największe i najważniejsze pytanie, dla którego czyta to 98% to czy Isabell skończyła swe przygody? Po części tak, ponieważ za niedługo (a może nawet jutro) pojawi się specjalny rozdział 30, który będzie zwieńczeniem jej przygód. Potem nastąpi rozdanie nagród w konkursie ( o którym zaraz powiem). Następnie dodam kilka rozdziałów wprowadzających (bez numeru) i nastąpi całkowite przemienienie bloga i Isabell. Więc koniec był zaledwie początkiem :)
2. Dobra teraz o konkursie. Na razie przysłano mi tylko 2 prace (klaudianfforever@gmail.com), które na pewno zostaną nagrodzone. Pamiętajcie, ze to nie musi być obrazek, może to być jakaś dwu-wersowa rymowanka, piosenka albo cokolwiek innego. Z ogłoszeniem wyników czekam do godziny 15.00, więc macie jeszcze czas :). Zapytacie Jakie nagrody?! Proszę:
1 miejsce: Dowolnie wybrana nagroda, która może dotyczyć nie tylko bloga.
2 i 3 miejsce: Temat opowiadania napisanego dokładnie dla tej osoby.
3. Chciałabym przeprowadzić małą ankietę, która pomoże mi z lepszym prowadzeniem bloga:
Pyt.1: W jaki sposób przeglądasz teraz mojego bloga:
a) Komputer
b) Telefon
c) Inne
Pyt.2: Z którego urządzenia najczęściej oglądasz mojego bloga:
a) Komputer
b) Telefon
c) Inne
Pyt.3: Jak często odwiedzasz mojego bloga?
Pyt.4: Który rozdział (lub przygoda Is) podobała ci się najbardziej?
4. Dziękuje wam ze to, że jesteście. To w jaki sposób komentujecie moje posty, w jaki sposób mówicie Wow, albo łał, jest dla mnie bardzo ważny. Każdy komentarz jest dla mnie wyjątkowy. Wiecie co jest najgorsze? To, że wchodzę na mojego bloga co 15 minut i sprawdzam czy pod postem nie ma komentarza, ale pojawia się tam tylko 1-3 opinii. Nie wiem, czy po prostu tych wspaniałych ANONIMOWYCH użytkowników już nie ma, czy po prostu nie chce im się napisać tych kilku słów. Ale ci, którzy mają konto, są najwspanialsi. Bo zawsze pamiętają by skomentować. Dla was, a także dla wszystkich innych mam dziś prezent. Ja, autorka bloga, a także nasza bohaterka Isabell odpowiemy na każde zadane pytanie w komentarzu. Pytajcie o co chcecie, o coś, czego nie napisałam w rozdziale, albo o jakieś zwykłe pytanie co do życia. Jeśli chcecie zapytać mnie przed pytaniem napiszcie [K], a jeśli do Isabell [I]. Pytania zadawajcie do 1 stycznia 2015 roku. Dziękuję wam, to był wspaniały rok :)
5. Czas na wyniki konkursu!
1 miejsce: Dominika
1. Największe i najważniejsze pytanie, dla którego czyta to 98% to czy Isabell skończyła swe przygody? Po części tak, ponieważ za niedługo (a może nawet jutro) pojawi się specjalny rozdział 30, który będzie zwieńczeniem jej przygód. Potem nastąpi rozdanie nagród w konkursie ( o którym zaraz powiem). Następnie dodam kilka rozdziałów wprowadzających (bez numeru) i nastąpi całkowite przemienienie bloga i Isabell. Więc koniec był zaledwie początkiem :)
2. Dobra teraz o konkursie. Na razie przysłano mi tylko 2 prace (klaudianfforever@gmail.com), które na pewno zostaną nagrodzone. Pamiętajcie, ze to nie musi być obrazek, może to być jakaś dwu-wersowa rymowanka, piosenka albo cokolwiek innego. Z ogłoszeniem wyników czekam do godziny 15.00, więc macie jeszcze czas :). Zapytacie Jakie nagrody?! Proszę:
1 miejsce: Dowolnie wybrana nagroda, która może dotyczyć nie tylko bloga.
2 i 3 miejsce: Temat opowiadania napisanego dokładnie dla tej osoby.
3. Chciałabym przeprowadzić małą ankietę, która pomoże mi z lepszym prowadzeniem bloga:
Pyt.1: W jaki sposób przeglądasz teraz mojego bloga:
a) Komputer
b) Telefon
c) Inne
Pyt.2: Z którego urządzenia najczęściej oglądasz mojego bloga:
a) Komputer
b) Telefon
c) Inne
Pyt.3: Jak często odwiedzasz mojego bloga?
Pyt.4: Który rozdział (lub przygoda Is) podobała ci się najbardziej?
4. Dziękuje wam ze to, że jesteście. To w jaki sposób komentujecie moje posty, w jaki sposób mówicie Wow, albo łał, jest dla mnie bardzo ważny. Każdy komentarz jest dla mnie wyjątkowy. Wiecie co jest najgorsze? To, że wchodzę na mojego bloga co 15 minut i sprawdzam czy pod postem nie ma komentarza, ale pojawia się tam tylko 1-3 opinii. Nie wiem, czy po prostu tych wspaniałych ANONIMOWYCH użytkowników już nie ma, czy po prostu nie chce im się napisać tych kilku słów. Ale ci, którzy mają konto, są najwspanialsi. Bo zawsze pamiętają by skomentować. Dla was, a także dla wszystkich innych mam dziś prezent. Ja, autorka bloga, a także nasza bohaterka Isabell odpowiemy na każde zadane pytanie w komentarzu. Pytajcie o co chcecie, o coś, czego nie napisałam w rozdziale, albo o jakieś zwykłe pytanie co do życia. Jeśli chcecie zapytać mnie przed pytaniem napiszcie [K], a jeśli do Isabell [I]. Pytania zadawajcie do 1 stycznia 2015 roku. Dziękuję wam, to był wspaniały rok :)
5. Czas na wyniki konkursu!
1 miejsce: Dominika
niedziela, 28 grudnia 2014
Rozdział 29
Uwaga!!! 31 grudnia wyniki konkursu i od rana czeka was niespodzianka!
-Musisz odpowiedzieć.-powiedziała również lekko zaniepokojona Elsa.-Obiecywałaś.
-A więc...-Isabell stawała się coraz bardziej czerwona.-Ja...Kocham Jasona.
-A ja kocham ją-odpowiedział chłopak.
-Ach tak? A więc droga publiczności, skoro nasza...Władczyni sama się przyznała, czy nie jest to przypadkiem, że ten oto chłopak nie jest zwykłym synem nimfy, ale przede wszystkim jest to syn waszego...to znaczy naszego największego wroga-Mroka.
W sali rozległy się szepty. W końcu jeden głos męski spytał:
-O pani...To prawda? Czy bratasz się z wrogiem?
-Tak, ale Jason nie jest zły. On mi pomaga. Nie jest taki jak jego ojciec!
-A więc to zdrada! Zabić go! Ją też!
Ludzie zaczęli łapać co popadło i biec do przerażonej Is. Nie mogła uwierzyć, że ludzie mogli ją posądzić o coś takiego. Poczuła jak ktoś łapie ją za rękę i odciąga jak najdalej od rozwścieczonego tłumu. Ostatnie co widziała to Elsa, która próbowała ich zatrzymać i jednocześnie krzyczała: ''Uciekajcie!''. Spojrzała na swoją rękę i zobaczyła Jasona ciągnącego ją w stronę drzwi. Biegła za nim, ale nadal słyszała krzyk ludzi. Schowali się w jakimś małym pomieszczeniu.
-Dlaczego? Co ja zrobiłam?-mówiła Is.-Co ja im takiego zrobiłam?
-Nic...-powtarzał Jason, cały czas ją przytulając.-Po prostu nie potrafią tego zrozumieć. Ucieknijmy.
-Co?
-No ucieknijmy. Ze mną będziesz bezpieczna.
-Nie, ja obiecałam że tu zostanę. Przysięgałam.
-Nie chcę cię opuszczać.
-Ja też nie chcę się rozstawać. Musimy coś wymyślić! Jason myśl!
-Jest...-nerwowo przełkną ślinę.-jest jeszcze jeden sposób, by nas ocalić. Widzisz ludzie muszą zapomnieć o mnie. Ty też. Ucieknę sam, ale przedtem wymarzę ci pamięć. Zapomnisz o mnie.
-Nie... To nie jest żaden sposób. Nie chcę o tobie zapominać!
-Musisz...Musimy, to jedyny sposób. Kiedy Mroka już nie będzie, wrócę i pokażę, że nie chciałem źle. Ludzie zobaczą jaka jesteś wspaniała.
-Dobrze..-Is płakała, a jej łzy spływały po policzku, który cały czas gładzony był przez Jasona.-Ale nie teraz. Dokładnie o północy wymażesz mi pamięć, ale przedtem wykonasz każde moje polecenie. Kiedy zegar wybije dwunastą, wykonasz swą powinność. Na razie pójdziemy do naszego świata.
-Jak?! Nie wiem czy zauważyłaś, ale goni nas rozwścieczony tłum. Wiesz, to może być mały problem.
-Tak rzeczywiście, chyba, że użyjemy tego.-dziewczyna pokazała chłopakowi Kulę Czasu. Złoty piach, znajdujący się w nim, drżał, przez drgania ręki Is.-To Kula Czasu. Pozwoli nam zatrzymać czas na jakieś 24 godz.
-Zaraz, więc będziesz czekała 24 godziny?! Czemu aż tyle?
-Wiesz myślę, że kula nie będzie tyle działać, bo czytałam, że działa tyle ile chcemy żeby działała, ale ten czas nie może przekroczyć 24 godzin. Dobra koniec gadania, trzeba zwabić wszystkich do sali balowej, tam rozbiję Kulę.
Byli najlepszym wabikiem na świecie. Ludzie chcieli ich zabić, więc bardzo łatwo było ich zwabić do sali. Tam Is rozbiła Kulę i wszystko stanęła w miejscu. Ludzie zachowywali sie, jakby moc Elsy zamroziła ich tak jak Annę. Przeszli szybko przez portal i znaleźli się w pokoju Is.
-No to co chcesz robić?-spytał Jason siadając luzacko na lóżku.
-Widzisz-mówiła Isabell szukając czegoś w szafie.-Nie wiem kiedy wrócisz, a ja będę rosła i rosła i rosła, a Czkawka i Astrid, moi opiekunowie zostaną w tym samym wieku. Dlatego pójdziemy do kina na Jak wytresować smoka 2, by mogli się zmienić...znaczy zmienić wiek.
-To bezpieczne?
-Nie wiem, nigdy ich nie zmieniałam o jest!-Isabell wyciągnęła z szafy materiał i owinęła się nim. Zamknęła oczy a po chwili materiał zaczął się zmieniać w krótką sukienkę, a także kurtkę.
-Co do?
-Ach to taki mały prezent. Nieważne. Chodź.
Na szczęście z mała pomocą magii zdążyli na seans. Is czuła jak Berk się zmienia, jak zmienia się ona. Było jej przykro, że już nigdy nie zobaczy Stoicka. Płakała. Po skończonym seansie błąkali się po parkach rozmawiając. 10 minut przed północą wrócili do domu.
-To już czas Is.
-Nie chcę!-krzyknęła dziewczyna i objęła ramionami chłopaka.
-Ja tez nie chcę, ale pamiętaj zniknę stąd...-wskazał na głowę-...ale nigdy stąd-wskazał na serce.-Pozostaje tylko jeden niewyjaśniony punkt. Widzisz muszę gdzieś ''schować'' twoje wspomnienia, abyś później, spoglądając na to mogła przywrócić pamięć. Co to ma być?
Is rozejrzała się po pokoju. W końcu złapała rękę Jasona. Dotknęła go palcem, a na ręce pojawił się mały wzór. Ciągnęła linię dalej, a na twarzy Jasona pojawił się grymas bólu.
-Już.-powiedziała, gdy skończyła. ''Tatuaż'' przedstawiał plątaninę linii i kształtów.-Gdybyśmy schowali moją pamięć w ''czymś'' mogłabym zobaczyć to przedwcześnie, przed twoim powrotem. Natomiast to unikatowe cacko będziesz posiadał tylko ty.
-Jesteś gotowa?
-Tak.
Jason wyciągnął dłonie w jej stronę. Im bardziej się zbliżał, tym bardziej Is czuła się zmęczona. Jej powieki stawały się ciężkie, aż w końcu zamknęła oczy. Jednak nie widziała ciemności tak jak zwykle, ale wspomnienia, wszystkie sytuacje z Jasonem. Kłótnie, zgody, a nawet płacz. Krązyło to wokół niej, aż w końcu jedno wspomnienie po drugim znikało, aż nie zostało ani jedno. Opadła bezwładnie na jego ramiona. On położył ją na łóżku. Otworzyła jeszcze oczy i ujrzała mężczyznę o ciemnych włosach wychodzącego z jej pokoju, jednak była zbyt zmęczona, by zapytać o tożsamość owego człowieka. Spała.
Pozostało jedno pytanie: Co przeżyła Isabell?
KONIEC
-Musisz odpowiedzieć.-powiedziała również lekko zaniepokojona Elsa.-Obiecywałaś.
-A więc...-Isabell stawała się coraz bardziej czerwona.-Ja...Kocham Jasona.
-A ja kocham ją-odpowiedział chłopak.
-Ach tak? A więc droga publiczności, skoro nasza...Władczyni sama się przyznała, czy nie jest to przypadkiem, że ten oto chłopak nie jest zwykłym synem nimfy, ale przede wszystkim jest to syn waszego...to znaczy naszego największego wroga-Mroka.
W sali rozległy się szepty. W końcu jeden głos męski spytał:
-O pani...To prawda? Czy bratasz się z wrogiem?
-Tak, ale Jason nie jest zły. On mi pomaga. Nie jest taki jak jego ojciec!
-A więc to zdrada! Zabić go! Ją też!
Ludzie zaczęli łapać co popadło i biec do przerażonej Is. Nie mogła uwierzyć, że ludzie mogli ją posądzić o coś takiego. Poczuła jak ktoś łapie ją za rękę i odciąga jak najdalej od rozwścieczonego tłumu. Ostatnie co widziała to Elsa, która próbowała ich zatrzymać i jednocześnie krzyczała: ''Uciekajcie!''. Spojrzała na swoją rękę i zobaczyła Jasona ciągnącego ją w stronę drzwi. Biegła za nim, ale nadal słyszała krzyk ludzi. Schowali się w jakimś małym pomieszczeniu.
-Dlaczego? Co ja zrobiłam?-mówiła Is.-Co ja im takiego zrobiłam?
-Nic...-powtarzał Jason, cały czas ją przytulając.-Po prostu nie potrafią tego zrozumieć. Ucieknijmy.
-Co?
-No ucieknijmy. Ze mną będziesz bezpieczna.
-Nie, ja obiecałam że tu zostanę. Przysięgałam.
-Nie chcę cię opuszczać.
-Ja też nie chcę się rozstawać. Musimy coś wymyślić! Jason myśl!
-Jest...-nerwowo przełkną ślinę.-jest jeszcze jeden sposób, by nas ocalić. Widzisz ludzie muszą zapomnieć o mnie. Ty też. Ucieknę sam, ale przedtem wymarzę ci pamięć. Zapomnisz o mnie.
-Nie... To nie jest żaden sposób. Nie chcę o tobie zapominać!
-Musisz...Musimy, to jedyny sposób. Kiedy Mroka już nie będzie, wrócę i pokażę, że nie chciałem źle. Ludzie zobaczą jaka jesteś wspaniała.
-Dobrze..-Is płakała, a jej łzy spływały po policzku, który cały czas gładzony był przez Jasona.-Ale nie teraz. Dokładnie o północy wymażesz mi pamięć, ale przedtem wykonasz każde moje polecenie. Kiedy zegar wybije dwunastą, wykonasz swą powinność. Na razie pójdziemy do naszego świata.
-Jak?! Nie wiem czy zauważyłaś, ale goni nas rozwścieczony tłum. Wiesz, to może być mały problem.
-Tak rzeczywiście, chyba, że użyjemy tego.-dziewczyna pokazała chłopakowi Kulę Czasu. Złoty piach, znajdujący się w nim, drżał, przez drgania ręki Is.-To Kula Czasu. Pozwoli nam zatrzymać czas na jakieś 24 godz.
-Zaraz, więc będziesz czekała 24 godziny?! Czemu aż tyle?
-Wiesz myślę, że kula nie będzie tyle działać, bo czytałam, że działa tyle ile chcemy żeby działała, ale ten czas nie może przekroczyć 24 godzin. Dobra koniec gadania, trzeba zwabić wszystkich do sali balowej, tam rozbiję Kulę.
Byli najlepszym wabikiem na świecie. Ludzie chcieli ich zabić, więc bardzo łatwo było ich zwabić do sali. Tam Is rozbiła Kulę i wszystko stanęła w miejscu. Ludzie zachowywali sie, jakby moc Elsy zamroziła ich tak jak Annę. Przeszli szybko przez portal i znaleźli się w pokoju Is.
-No to co chcesz robić?-spytał Jason siadając luzacko na lóżku.
-Widzisz-mówiła Isabell szukając czegoś w szafie.-Nie wiem kiedy wrócisz, a ja będę rosła i rosła i rosła, a Czkawka i Astrid, moi opiekunowie zostaną w tym samym wieku. Dlatego pójdziemy do kina na Jak wytresować smoka 2, by mogli się zmienić...znaczy zmienić wiek.
-To bezpieczne?
-Nie wiem, nigdy ich nie zmieniałam o jest!-Isabell wyciągnęła z szafy materiał i owinęła się nim. Zamknęła oczy a po chwili materiał zaczął się zmieniać w krótką sukienkę, a także kurtkę.
-Co do?
-Ach to taki mały prezent. Nieważne. Chodź.
Na szczęście z mała pomocą magii zdążyli na seans. Is czuła jak Berk się zmienia, jak zmienia się ona. Było jej przykro, że już nigdy nie zobaczy Stoicka. Płakała. Po skończonym seansie błąkali się po parkach rozmawiając. 10 minut przed północą wrócili do domu.
-To już czas Is.
-Nie chcę!-krzyknęła dziewczyna i objęła ramionami chłopaka.
-Ja tez nie chcę, ale pamiętaj zniknę stąd...-wskazał na głowę-...ale nigdy stąd-wskazał na serce.-Pozostaje tylko jeden niewyjaśniony punkt. Widzisz muszę gdzieś ''schować'' twoje wspomnienia, abyś później, spoglądając na to mogła przywrócić pamięć. Co to ma być?
Is rozejrzała się po pokoju. W końcu złapała rękę Jasona. Dotknęła go palcem, a na ręce pojawił się mały wzór. Ciągnęła linię dalej, a na twarzy Jasona pojawił się grymas bólu.
-Już.-powiedziała, gdy skończyła. ''Tatuaż'' przedstawiał plątaninę linii i kształtów.-Gdybyśmy schowali moją pamięć w ''czymś'' mogłabym zobaczyć to przedwcześnie, przed twoim powrotem. Natomiast to unikatowe cacko będziesz posiadał tylko ty.
-Jesteś gotowa?
-Tak.
Jason wyciągnął dłonie w jej stronę. Im bardziej się zbliżał, tym bardziej Is czuła się zmęczona. Jej powieki stawały się ciężkie, aż w końcu zamknęła oczy. Jednak nie widziała ciemności tak jak zwykle, ale wspomnienia, wszystkie sytuacje z Jasonem. Kłótnie, zgody, a nawet płacz. Krązyło to wokół niej, aż w końcu jedno wspomnienie po drugim znikało, aż nie zostało ani jedno. Opadła bezwładnie na jego ramiona. On położył ją na łóżku. Otworzyła jeszcze oczy i ujrzała mężczyznę o ciemnych włosach wychodzącego z jej pokoju, jednak była zbyt zmęczona, by zapytać o tożsamość owego człowieka. Spała.
Pozostało jedno pytanie: Co przeżyła Isabell?
KONIEC
czwartek, 25 grudnia 2014
Rozdział 28
Uwaga! Ostatniego dnia grudnia od rana czeka was niespodzianka!
-Wszyscy już są?-pytała ciągle zniecierpliwiona Isabell.
-Nie, pani.-odpowiadał jej raz za razem nadworny sługa, na którego wołali Sumbaga-Brakuje tylko gości oficjalnie przez ciebie zaproszonych- panny Rosalindy i panicza Jasona.
-Ale posłaliście już po nich sługi?
-Tak, pani.
-Dobrze.
Is cała się trzepała, ni to z zimna, ni ze strachu. Bolał ją brzuch i cały czas powtarzała w myślach tekst swojej pieśni. Spojrzała przez dziurkę od klucza, by zobaczyć, co się dzieje na sali wypełnionej ludźmi. Brzy drzwiach stała pięknie ubrana Elsa. Obok niej, równie piękna Astrid. Witały ludzi, którzy wchodzili przez główne wejście. Zauważyła, że każda kobieta była ubrana inaczej, a każdy mężczyzna ubrany był identycznie. Była to tradycja, która mówiła, że płeć Władcy ma ubrać się strojnie, a płeć przeciwna ma ubrać się w tradycyjny strój. Nagle spostrzegła wchodzących przez salę główną Ros i Jasona. Szli obok siebie, ale widać było, że jeszcze się nie pogodzili. Nagle główne wejście się zamknęło. Is wiedziała, ze nadchodzi ten moment. Muzyka ucichła, a właściwie było słychać tylko ciche, samotne skrzypce. Na podium weszła Elsa.
-Panie! Panowie!-zaczęła.-Drodzy goście. Przybyliśmy tutaj, by uczcić dzień, w którym zostaliśmy obdarowani ochroną, jaką możemy sobie tylko wyobrazić. Walczymy ze złem już od kilkuset lat. Władcy chronili nas, byśmy dziś mogli powitać następczynie, która jest wyjątkowa, nie tylko ze względu na swój charakter, ale dlatego, że ma dopiero 16 lat. Jednak zgodziła się osiąść na tron w tak młodym wieku, byśmy mogli nadal żyć i towarzyszyć jej w każdej walce. Dziedziczka imion poprzednich władczyń: Isabell Cornelio Anno Julio Cortez.
Drzwi się otworzyły. Isabell poczuła podmuch powietrza. Pewnie wyszła z komnaty i zaczęła zbliżać się do schodów. Wyglądała nieziemsko, jakby płynęła w swej kreacji. Podeszła do orkiestry. Jedna z służących podała jej gitarę. Wiedziała, że to był jej moment, że musi zaśpiewać pieśń.
Zaczęło się wszystko niewinnie od łez,
Skończyło się na tym że królową jest.
A kiedyś przyjdzie na bitwę czas,
I ona obroni wszystkich nas.
Z pomocą przyjaciół tylko uda się,
Więc rusz się z miejsca i pomóż jej
Jej głos niósł się po całej sali. Słyszała szepty. Kiedy skończyła wstała i podeszła do tronu, obok którego stali już Elsa, Jack, Czkawka i Astrid. Usiadła na tronie, a wtedy ogromne okno na przeciwko niej zostało odsłonięte, a światło księżyca wpadło dokładnie na Isabell. Wtedy podszedł kapłan. Zdjął jej naszyjnik i wymierzył światło księżyca, padające dokładnie na Łzę pradziadów, na czerwoną poduszkę. Nagle poduszka zaczęła się świecić, aż w końcu pojawiła się tam wielka, srebrzysta tiara. kapłan wziął ją nad głowę Is i powiedział:
-Isabell Cornelio Anno Julio Cortez czy przysięgasz bronić swych poddanych?
-Przysięgam-odpowiedziała pewnie Isabell.
-Czy przysięgasz odstawić własne szczęście, na dobro ludzkości?
-Przysięgam.
-Czy bedziesz uczyła się do czasu, gdy skonczysz 18 lat?
-Będę.
-Czy będziesz zawsze prawdomówna?
-Będę.
-Czy będziesz rozwiązywała problemy innych?
-Będę.
-Czy będziesz odpowiadała na każde pytanie, zadane od poddanych?
-Będę.
-Przysięgałaś na moc Księżyca, więc niech on nie będzie ci wrogiem.
W tym momencie włożył jej koronę na głowę. Poczuła, ze lata, ze może wszystko. Wsłuchiwała się w rytm swojego serca. Kapłan mówił dalej:
-Otrzymujesz Dar Ziemi, po swojej przodkini Corneli, Dar Zgody od swej przodkini Anny, Dar Kreatywności od swej przodkini Julii. Pomnażaj swe umiejętności. Niech nigdy nie zabraknie ci sił.
Korona zniknęła i znów na jej szyi pojawił się naszyjnik. Już nie czuła tego, co przedtem. Był to jednak czas, by wygłosiła swą przemowę. Stanęła na mównicy.
-Drodzy moi! Nie chcę mówić do was poddani, bo nie chcę, byście stracili swą wolną wolę. Zostałam dzisiaj Władczynią i nie ważne, czy macie mały, czy duży kłopot. Pomogę wam. Jako opiekuna wybrałam Czkawkę i Astrid, ponieważ Elsa i Jack zrobili więcej niż ktokolwiek dla mnie....
-Kim jest dla ciebie ten młody człowiek?-spytał nagle ktoś z tłumu. Był zakapturzony.Wzkazywał na Jasona.-Odpowiedz mi o Pani! Jaką rolę pełni w twoim życiu?
Is poczuła się nieswojo. Wydawało jej się, ze to podstęp, ale wiedziała, że musi odpowiadać na każde zadane pytanie. Nerwowo obróciła głowę w stronę nauczycieli.
-Elso...?
-Wszyscy już są?-pytała ciągle zniecierpliwiona Isabell.
-Nie, pani.-odpowiadał jej raz za razem nadworny sługa, na którego wołali Sumbaga-Brakuje tylko gości oficjalnie przez ciebie zaproszonych- panny Rosalindy i panicza Jasona.
![]() |
| Jason |
-Tak, pani.
-Dobrze.
Is cała się trzepała, ni to z zimna, ni ze strachu. Bolał ją brzuch i cały czas powtarzała w myślach tekst swojej pieśni. Spojrzała przez dziurkę od klucza, by zobaczyć, co się dzieje na sali wypełnionej ludźmi. Brzy drzwiach stała pięknie ubrana Elsa. Obok niej, równie piękna Astrid. Witały ludzi, którzy wchodzili przez główne wejście. Zauważyła, że każda kobieta była ubrana inaczej, a każdy mężczyzna ubrany był identycznie. Była to tradycja, która mówiła, że płeć Władcy ma ubrać się strojnie, a płeć przeciwna ma ubrać się w tradycyjny strój. Nagle spostrzegła wchodzących przez salę główną Ros i Jasona. Szli obok siebie, ale widać było, że jeszcze się nie pogodzili. Nagle główne wejście się zamknęło. Is wiedziała, ze nadchodzi ten moment. Muzyka ucichła, a właściwie było słychać tylko ciche, samotne skrzypce. Na podium weszła Elsa.
![]() |
| Ros |
Drzwi się otworzyły. Isabell poczuła podmuch powietrza. Pewnie wyszła z komnaty i zaczęła zbliżać się do schodów. Wyglądała nieziemsko, jakby płynęła w swej kreacji. Podeszła do orkiestry. Jedna z służących podała jej gitarę. Wiedziała, że to był jej moment, że musi zaśpiewać pieśń.
Zaczęło się wszystko niewinnie od łez,
Skończyło się na tym że królową jest.
A kiedyś przyjdzie na bitwę czas,
I ona obroni wszystkich nas.
Z pomocą przyjaciół tylko uda się,
Więc rusz się z miejsca i pomóż jej
![]() |
| Księżycowa tiara |
-Isabell Cornelio Anno Julio Cortez czy przysięgasz bronić swych poddanych?
-Przysięgam-odpowiedziała pewnie Isabell.
-Czy przysięgasz odstawić własne szczęście, na dobro ludzkości?
-Przysięgam.
-Czy bedziesz uczyła się do czasu, gdy skonczysz 18 lat?
-Będę.
-Czy będziesz zawsze prawdomówna?
-Będę.
-Czy będziesz rozwiązywała problemy innych?
-Będę.
-Czy będziesz odpowiadała na każde pytanie, zadane od poddanych?
-Będę.
-Przysięgałaś na moc Księżyca, więc niech on nie będzie ci wrogiem.
W tym momencie włożył jej koronę na głowę. Poczuła, ze lata, ze może wszystko. Wsłuchiwała się w rytm swojego serca. Kapłan mówił dalej:
-Otrzymujesz Dar Ziemi, po swojej przodkini Corneli, Dar Zgody od swej przodkini Anny, Dar Kreatywności od swej przodkini Julii. Pomnażaj swe umiejętności. Niech nigdy nie zabraknie ci sił.
Korona zniknęła i znów na jej szyi pojawił się naszyjnik. Już nie czuła tego, co przedtem. Był to jednak czas, by wygłosiła swą przemowę. Stanęła na mównicy.
-Drodzy moi! Nie chcę mówić do was poddani, bo nie chcę, byście stracili swą wolną wolę. Zostałam dzisiaj Władczynią i nie ważne, czy macie mały, czy duży kłopot. Pomogę wam. Jako opiekuna wybrałam Czkawkę i Astrid, ponieważ Elsa i Jack zrobili więcej niż ktokolwiek dla mnie....
-Kim jest dla ciebie ten młody człowiek?-spytał nagle ktoś z tłumu. Był zakapturzony.Wzkazywał na Jasona.-Odpowiedz mi o Pani! Jaką rolę pełni w twoim życiu?
Is poczuła się nieswojo. Wydawało jej się, ze to podstęp, ale wiedziała, że musi odpowiadać na każde zadane pytanie. Nerwowo obróciła głowę w stronę nauczycieli.
-Elso...?
![]() |
| Astrid |
![]() |
| Elsa |
![]() |
| Isabell |
niedziela, 21 grudnia 2014
Rozdział 27
przypominam o konkursie! Na razie na e-mail i na blogu nie zgłosił się jeszcze nikt. Macie duże szanse! Przypominam mój e-mail to: klaudianfforever@gmail.com
Isabell opowiedziała Jack'u i Elsie, oczywiście nie wszystko, bo jak mówiła na przyjdzie czas. Potem wypytywała się Elsy czy dobrze się czuje, co było, gdy ich opuściła. Królowa mówiła, że to było jak we śnie, że czuła się samotna, mimo, ze otaczał ją sztab ludzi. Mówiła też, że nie czuła bólu. Właściwie to nic nie czuła, dlatego chciała poczuć go znów. Teraz czuła pieczenie i swędzenie na całym ciele, a szczególnie w miejscach zranień. Podczas jej opowieści Is spoglądała kątem oka na chłopaka, który ani na chwilę nie puszczał ręki Elsy, jakby była jego własnością. Elsa rzekła:
-Zaraz! Spotkałaś się z Nieznanymi! Nie przeszłaś jeszcze pełnego szkolenia, ale...Za trzy dni urządzimy ci Uroczystość Koronacji.
Isabell piszczała ze szczęścia.
-Dziękuję! Dziękuję!
-Możesz zaprosić trzy osoby ze świata, w którym się urodziłaś. Ale tylko trzy.
-Naprawdę, myślałam że...
-Dla ciebie zrobimy wyjątek.
-Dziękuję! Jeszcze raz! Kocham was!
Isabell otworzyła portal już własną mocą. Przed przejściem usłyszała głos Strażnika:''Mówiłem, ze nam się uda. Mrok już nam nie zaskoczy.'' Okazało się, że czas tu stał w miejscu i nadal była po lekcjach i po pamiętnym pogodzeniu z Jasonem. Zaczęła chodzić niespokojnie po pokoju. Myślała, czy powiedzieć Jasonowi i Ros teraz, czy poczekać do jutra. Usłyszała dźwięk kluczy. Jej mama wróciła. Właśnie co z mamą? Musi z nią iść, ale niczego nie będzie pamiętała. Nie będzie świadoma tego, że jej córka dostaje najważniejszą władzę...wszędzie. Tak mało czasu z nią spędzała. Powie im jutro, a teraz zostanie z mamą.
Cały dzień spędziły razem. Były na lodach i w kinie, po drodze poszły też do centrum handlowego. Oczywiście Isabell niczego nie kupowała, bo ze swoją ''magiczną tkaniną'' mogła wymarzyć sobie każdy możliwy strój. Pod koniec dnia, były już tak zmęczone, że obie padły do swych łóżek. Is jednak nie mogła zasnąć. Myślała o tym, co powie Jasonowi i Ros. Jak oni zareagują? Bała się. Już jej powieki powoli się zamykały, kiedy nagle usłyszała cichy męski śpiew pod oknem
''Kochana panieneczko!
Wyjrzyj przez okieneczko!
Pokaż mi się!
Chcę wciąż znajdować się!''
-Jason...Ciszej obudzisz mamę.-powiedziała wyglądająca przez okno dziewczyna. Poczuła mocne uderzenie wiatru. Włosy poleciały jej na wszystkie strony, a ona sama chciała unieść się do góry.
-Dobrze...chciałem tylko cię zobaczyć. Proszę zejdź tu do mnie.
Is tylko tego chciała. Już miała zejść na dół, ale przypomniała sobie, że przecież wróciły jej moce. Stanęła w oknie i niepewnie postawiła nogę w powietrzu, a potem cała ześliznęła się i...leciała. Wiatr delikatnie ją unosił, aż dotarła na wprost Jasona.
-Wow.-powiedział zaskoczony chłopak.-To było...niesamowite. Jak to jest? No wiesz, być jak ptak?
-To ty nigdy...-dziewczyna podniosła znacząca brew.-zaraz się przekonasz.
Odeszła kawałek od niego i szepnęła: ''Wietrze!'' Zaraz już była w górze, poczuła się z nim jednością i machnięciem ręki uniosła do góry chłopaka. Złapała go za rękę i polecieli w górę. Złapani za ręce płynęli w powietrzu-dwa niezależne ciała, które były złączone sercami. Wylądowali na polanie, gdzie w miłosnym uścisku pozostali do brzasku. Rano, gdy się obudzili, czas było się już pożegnać. Is wróciła do domu.
-Za dwa dni moja koronacja. Przyjdziesz?-spytała niepewnie dziewczyna stojąc w oknie.
-Mam wziąć to za zaproszenie?
-Tak...?
-Oczywiście, że przyjdę, nie opuściłbym takiej okazji. Przecież moja ukochana zostaje najpiękniejszym władcą
-Pa-powiedziała speszona i nieco zarumieniona dziewczyna.
Zaraz zadzwoniła do Ros.
-Halo? Ros? To ty?
''Tak. Kto mówi?!''
-Ja, to znaczy Is.
''Witam witam! Co tam?''
-Kochana! Zakochałam się! W Jasonie!
''W nim?!''
-Tak, gdybyś wiedziała...
''Dlaczego w nim?!''
-Ach Ros przesadzasz!
''Nie przesadzam, tylko wiem co mówię. Jesli dzwonisz tylko po to, by mi to powiedzieć, to najlepiej się rozłącz.''
-Nie, nie tylko dlatego. Za dwa dni koronacja. Chciałabyś przyjść?
''Aaaa...!!!To cudowne! Przyszłą Władczyni zaprasza mnie na Koronację! Na jej Koronację! To wspaniałe! Już się idę szykować! Pa! Matko co je włożę...''
-Pa
Is leżała na łóżku. Myślała o swojej koronacji. A co jeśli nie będzie dobra? Usłyszała głos jej służącej z Arendelle:
-Pani...
-Greta? Co ty tu robisz?
-Za dwa dni twoja koronacja, trzeba się przygotować.
-Zaraz? Dwa dni mam się przygotowywać?
-No tak, sam makijaż dwa 7 godzin, a do tego jeszcze obraz i wybranie sukni?
-Makijaż? 7 godzin? O nie moja droga. Mogę iść tam, ale poczekaj, zabiorę kilka kosmetyków.
Wzięła 2 czarne tusze do rzęs, 1 niebieski, 2 eyelinery, 3 podkłady, 5 lakierów do paznokci, róż do policzków, cienie do powiek szminki i błyszczyki. Od mamy pożyczyła pędzle i puder. W biegu złapała jeszcze lakier i żel do włosów. Tak obładowana wpadła do pokoju i przeszłą wraz z Gretą przez portal. W jej komnacie czekały już wszystkie służące, kobiety obładowane materiałami i Elsa. Widząc obładowaną dziwnymi rzeczami dziewczynę, zaczęły szeptać i chichotać między sobą. Jednak ta wytłumaczyła im wszystko, pokazała i wytłumaczyła, a także kazała zawołać najlepsze malarki w kraju. Potem przyszedł czas na wybranie sukni. Było ich tak wiele, ale tak naprawdę tylko jedna, ręcznie robiona suknia przypadła Is do gustu. Gdy malarki już przyszły kazała dobrać kolory i pomalować się. Była już prawie gotowa na swą uroczystość.
Czy sukienka będzie aż tak wspaniała? Czy Uroczystość przebiegnie bez szwanku? Czy Is będzie dobrą Władczynią?
Isabell opowiedziała Jack'u i Elsie, oczywiście nie wszystko, bo jak mówiła na przyjdzie czas. Potem wypytywała się Elsy czy dobrze się czuje, co było, gdy ich opuściła. Królowa mówiła, że to było jak we śnie, że czuła się samotna, mimo, ze otaczał ją sztab ludzi. Mówiła też, że nie czuła bólu. Właściwie to nic nie czuła, dlatego chciała poczuć go znów. Teraz czuła pieczenie i swędzenie na całym ciele, a szczególnie w miejscach zranień. Podczas jej opowieści Is spoglądała kątem oka na chłopaka, który ani na chwilę nie puszczał ręki Elsy, jakby była jego własnością. Elsa rzekła:
-Zaraz! Spotkałaś się z Nieznanymi! Nie przeszłaś jeszcze pełnego szkolenia, ale...Za trzy dni urządzimy ci Uroczystość Koronacji.
Isabell piszczała ze szczęścia.
-Dziękuję! Dziękuję!
-Możesz zaprosić trzy osoby ze świata, w którym się urodziłaś. Ale tylko trzy.
-Naprawdę, myślałam że...
-Dla ciebie zrobimy wyjątek.
-Dziękuję! Jeszcze raz! Kocham was!
Isabell otworzyła portal już własną mocą. Przed przejściem usłyszała głos Strażnika:''Mówiłem, ze nam się uda. Mrok już nam nie zaskoczy.'' Okazało się, że czas tu stał w miejscu i nadal była po lekcjach i po pamiętnym pogodzeniu z Jasonem. Zaczęła chodzić niespokojnie po pokoju. Myślała, czy powiedzieć Jasonowi i Ros teraz, czy poczekać do jutra. Usłyszała dźwięk kluczy. Jej mama wróciła. Właśnie co z mamą? Musi z nią iść, ale niczego nie będzie pamiętała. Nie będzie świadoma tego, że jej córka dostaje najważniejszą władzę...wszędzie. Tak mało czasu z nią spędzała. Powie im jutro, a teraz zostanie z mamą.
Cały dzień spędziły razem. Były na lodach i w kinie, po drodze poszły też do centrum handlowego. Oczywiście Isabell niczego nie kupowała, bo ze swoją ''magiczną tkaniną'' mogła wymarzyć sobie każdy możliwy strój. Pod koniec dnia, były już tak zmęczone, że obie padły do swych łóżek. Is jednak nie mogła zasnąć. Myślała o tym, co powie Jasonowi i Ros. Jak oni zareagują? Bała się. Już jej powieki powoli się zamykały, kiedy nagle usłyszała cichy męski śpiew pod oknem
''Kochana panieneczko!
Wyjrzyj przez okieneczko!
Pokaż mi się!
Chcę wciąż znajdować się!''
-Jason...Ciszej obudzisz mamę.-powiedziała wyglądająca przez okno dziewczyna. Poczuła mocne uderzenie wiatru. Włosy poleciały jej na wszystkie strony, a ona sama chciała unieść się do góry.
-Dobrze...chciałem tylko cię zobaczyć. Proszę zejdź tu do mnie.
Is tylko tego chciała. Już miała zejść na dół, ale przypomniała sobie, że przecież wróciły jej moce. Stanęła w oknie i niepewnie postawiła nogę w powietrzu, a potem cała ześliznęła się i...leciała. Wiatr delikatnie ją unosił, aż dotarła na wprost Jasona.
-Wow.-powiedział zaskoczony chłopak.-To było...niesamowite. Jak to jest? No wiesz, być jak ptak?
-To ty nigdy...-dziewczyna podniosła znacząca brew.-zaraz się przekonasz.
Odeszła kawałek od niego i szepnęła: ''Wietrze!'' Zaraz już była w górze, poczuła się z nim jednością i machnięciem ręki uniosła do góry chłopaka. Złapała go za rękę i polecieli w górę. Złapani za ręce płynęli w powietrzu-dwa niezależne ciała, które były złączone sercami. Wylądowali na polanie, gdzie w miłosnym uścisku pozostali do brzasku. Rano, gdy się obudzili, czas było się już pożegnać. Is wróciła do domu.
-Za dwa dni moja koronacja. Przyjdziesz?-spytała niepewnie dziewczyna stojąc w oknie.
-Mam wziąć to za zaproszenie?
-Tak...?
-Oczywiście, że przyjdę, nie opuściłbym takiej okazji. Przecież moja ukochana zostaje najpiękniejszym władcą
-Pa-powiedziała speszona i nieco zarumieniona dziewczyna.
Zaraz zadzwoniła do Ros.
-Halo? Ros? To ty?
''Tak. Kto mówi?!''
-Ja, to znaczy Is.
''Witam witam! Co tam?''
-Kochana! Zakochałam się! W Jasonie!
''W nim?!''
-Tak, gdybyś wiedziała...
''Dlaczego w nim?!''
-Ach Ros przesadzasz!
''Nie przesadzam, tylko wiem co mówię. Jesli dzwonisz tylko po to, by mi to powiedzieć, to najlepiej się rozłącz.''
-Nie, nie tylko dlatego. Za dwa dni koronacja. Chciałabyś przyjść?
''Aaaa...!!!To cudowne! Przyszłą Władczyni zaprasza mnie na Koronację! Na jej Koronację! To wspaniałe! Już się idę szykować! Pa! Matko co je włożę...''
-Pa
Is leżała na łóżku. Myślała o swojej koronacji. A co jeśli nie będzie dobra? Usłyszała głos jej służącej z Arendelle:
-Pani...
-Greta? Co ty tu robisz?
-Za dwa dni twoja koronacja, trzeba się przygotować.
-Zaraz? Dwa dni mam się przygotowywać?
-No tak, sam makijaż dwa 7 godzin, a do tego jeszcze obraz i wybranie sukni?
-Makijaż? 7 godzin? O nie moja droga. Mogę iść tam, ale poczekaj, zabiorę kilka kosmetyków.
Wzięła 2 czarne tusze do rzęs, 1 niebieski, 2 eyelinery, 3 podkłady, 5 lakierów do paznokci, róż do policzków, cienie do powiek szminki i błyszczyki. Od mamy pożyczyła pędzle i puder. W biegu złapała jeszcze lakier i żel do włosów. Tak obładowana wpadła do pokoju i przeszłą wraz z Gretą przez portal. W jej komnacie czekały już wszystkie służące, kobiety obładowane materiałami i Elsa. Widząc obładowaną dziwnymi rzeczami dziewczynę, zaczęły szeptać i chichotać między sobą. Jednak ta wytłumaczyła im wszystko, pokazała i wytłumaczyła, a także kazała zawołać najlepsze malarki w kraju. Potem przyszedł czas na wybranie sukni. Było ich tak wiele, ale tak naprawdę tylko jedna, ręcznie robiona suknia przypadła Is do gustu. Gdy malarki już przyszły kazała dobrać kolory i pomalować się. Była już prawie gotowa na swą uroczystość.
Czy sukienka będzie aż tak wspaniała? Czy Uroczystość przebiegnie bez szwanku? Czy Is będzie dobrą Władczynią?
czwartek, 18 grudnia 2014
Rozdział 26
Hej! Zanim przeczytasz odwiedź mnie! Mowa tam o konkursie Z NAGRODAMI, więc warto sprawdzić.
Isabell miała dość. Dość szkoły, Jasona, Ros, Elsy i samej siebie. Skoro przytłaczają ją takie błahostki, to czy da radę rządzić tyloma ''postaciami''. Przez kilka dni była jak duch. Chodziła do szkoły, lecz jakby w ogóle tam jej nie było. Była w domu, ale nie dawała znaku życia. Mówiła, ale jakby nie wydawała głosu. W końcu nie dała rady. Wpadła do pokoju i legła na łóżko. Zaczęła płakać jak małe dziecko. Nagle ni stąd ni zowąd głośno otworzył się portal. Wpadli przez niego dwaj przerażeni i zmęczeni strażnicy z Arendelle.
-Pani!Pani!-zaczęli krzyczeć głośno dysząc.-Elsa! Chcę się z tobą widzieć. Cały czas woła cię i chyba odzyskuje świadomość! Wybacz, że przeszkadzamy, ale ona zachowuje się strasznie! Nie je, nie pije, nie mówi nic prócz ''Isabell...Zawołajcie tu ją.'' Teraz jeszcze krzyczy i rzuca przedmiotami we wszystkich! Błagamy chodź.
-Oczywiście.-Isabell nie mogła przecież zostawić jej samej. Otarła łzy i przeszła przez portal. Tam usłyszała głos tłuczonego szkła i krzyki: ''Wybiła okno!''. Isabell starała się szybko pójść do komnaty, gdzie zastała zakrwawioną Elsę i przerażonych strażników i służące. Podeszła do jednej z nich.
-Co z nią?-zapytała.
-Rozbija szkło, potem...potem łapie je w ręce i krzyczy do Strażnika Zabij mnie i idź do tej swojej laski! Gdzie Isabell?!.
Nie mogła czekać kazała wszystkim wyjść, mimo ostrzeń podeszła do leżącej na środku pokoju Elsy. Pobite szkło, wazony i krew tworzyły mroczną atmosferę. Dziewczyna ostrożnie podeszła do Elsy i złapała ją za ramię.
-Powiedział, że już jej nie ma. Że odeszła. Chcę to usłyszeć od ciebie. Chcę, byś przysięgła, że Roszpunka już nigdy tu nie wróci, a Jack będzie mój.
-Roszpunka już odeszła. Jack nigdy jej nie kochał on kocha tylko ciebie. Tylko z tobą chce być.
-To dlaczego nie uratuje dziecka! Dlaczego nie ofiaruje mu nieśmiertelności?!
-Jeśli będzie mógł to ofiaruje. Nie możesz się od niego odsuwać. On nie potrafi bez ciebie żyć. On cię kocha.
-I będzie mój na zawsze?-Elsa podniosła głowę. Wyglądała jak małą dziewczynka, która płacze nad zepsutą zabawką. No może poza krwią na twarzy i na włosach.
-Tak. Twój na zawsze. Idź się teraz odśwież. Porozmawiamy później.
Królowa posłusznie wstała i wyszła do swej łaźni. Została sama pośród rozbitego szkła, które....świeci?! Odłamek lustra obok jej stopy zaczął ewidentnie świecić. Potem następny i następny. Aż wokół niej pojawiło się miliony odłamków. Nagle wzleciały do góry. Odruchowo położyła się na ziemi, myśląc, że chcą ją zabić. One jednak zaczęły krążyć i krążyć wokół niej. Coraz szybciej i szybciej aż złączyły się w lustro. Ogromne lustro, które aż prosiło się, by przez nie przejść. Jakby wiedziona magiczną mocą Isabell przeszła przez nie. Poczuła ciepło. Zaraz zimno. Usłyszała szum. Szum drzew. Była w przepięknym lesie. Zaśmiała się i okręciła dookoła. Nagle pojawiły się przed nią trzy kobiety.
Pierwsza z nich stała na czele. Ubraną miała zieloną, długą suknię bez ramiączek. Na rękach miała rękawiczki w tym samym kolorze. Na ramieniu wisiał jej drewniany, prosty łuk. Uczesana była w kucyka. Z tyłu opadał jej płaszcz z liści.
Druga, stojąca po prawej, miała biały gorset z delikatnymi, różowymi kwiatami. Spódnica była koloru krwisto czerwonego. Na środku spoczywały małe, biało czerwone róże.Włosy związane miała w warkocza z powplatanymi, malutkimi stokrotkami.
Trzecia, po lewej stała w cieniu. Było ją naprawdę słabo widać. Is wydawało się, że ubrana jest w mocno czerwoną sukienkę. Włosy miała rozpuszczone, a na ramionach miała przeźroczysty szal.
Pierwsza zaczęła się do niej zbliżać. Kiedy podeszła blisko niespodziewanie uklękła na kolano i powiedziała:
-Witaj o wszechwładna. Czekałyśmy na ciebie. Rade jesteśmy, że możemy służyć tak wspaniałej...przyszłej władczyni.
-Acha...Kim jesteście?-spytała zdziwiona i lekko skrępowana dziewczyna.
-Jesteśmy Nieznane.-powiedziała stojąca tuż obok niej kobieta.-Zanim opowiemy ci naszą historię pozwól, że się przedstawimy. Jestem Ete-Władczyni lasu. Łuczniczka. Ta po prawej to Printemps-Strażniczka natury. Jest czarodziejką. A ta w cieniu to Hiver-Nocny obrońca, wojowniczka. Każda z nas jest inna. Ale może najpierw poznaj naszą historię. Widzisz dawno temu, mieszkała tutaj nasza matka- Reine. Nie lubiła towarzystwa ludzi, elfów, wróżek czy nimf. Wołała całe dnie wpatrywać się w naturę i rozmawiać ze zwierzętami. Jednak kiedy przychodzili do niej ludzie, którzy po prostu chcieli pomocy, nigdy im jej nie odmawiała. Pewnego dnia, przyszła do niej kobieta. Trzymała na swych rękach dziecko. Nie ruszało się ani nie oddychało. Dla matki nie był to problem, uzdrowiła je, ale kiedy widziała jak dziecko się uśmiecha zapragnęła mieć własne. Pewnej nocy zebrała różne przedmioty. Ułożyła je w małą kupkę, poprosiła Księżyc o dziecko i poszła spać. Księżyc nigdy nie dał jej żadnej nagrody, więc chciał dać jej coś, co będzie sprawiało, że już zawsze na jej twarzy będzie gościł uśmiech. Niestety Mrok postanowił pokrzyżować jego plany i zakrył sobą połowę serca dziewczynki. Rosła jak normalne dziecko, jednak w wieku 16 lat zapytała się mamy, dlaczego nie może być zła. Dlaczego musi robić tylko dobre uczynki. Mama tłumaczyła jej, ze takie jej przeznaczenie, ale ona cały czas twierdziła, że chce być zła. Mroczna strona brała górę. Zniszczyła cały las, zabijała zwierzęta. Jedyne co mogła zrobić Reine, to zabić swą własną córkę, a robiąc to jej matczyne serce złamało się. Kiedy obie umierały mama powiedziała: ''Lunes, aident et partagent le cœur de ma fille.'', co znaczy ''Księżycu, pomóż i podziel serce mej córki''. Wtedy jej serce rzeczywiście się podzieliło i powstałyśmy my. Księżyc dokładnie nam wszystko opowiedział. Widzisz Printemps dostała największą część serca dobrego, a przez to czasami naprawdę słodzi. Hiver dostała największą ilość serca złego, ale doskonale potrafi ją wykorzystywać w dobry sposób. A ja dostałam trochę tego i trochę tego. Cały czas miałyśmy pomagać ludzkości. Byłyśmy niepokonane i niezniszczalne, ale kiedy poznałyśmy Mroka, zauważyłyśmy, ze jest on i może nam zagrażać. Wytworzyłyśmy obronną sferę wokół lasu i mieszkałyśmy tutaj. Kiedy dowiedziałyśmy się o Władcach, postanowiłyśmy, ze tak możemy pomagać. Kazałyśmy nazywać nas Nieznanymi. Ale koniec z tym tchórzostwem. Ujawnimy się światu na twojej Uroczystości Koronacyjnej. Tylko najpierw musisz przejść krótkie szkolenie. Nauczymy cię czegoś, czego nigdy nie wyobrażali sobie ci twoi nauczyciele.
-Wow...To znaczy to wspaniale, nie właściwie nie, bo widzisz, ja...Ja nie mogę. Zostałam pozbawiona Kondyrogencji.
-Och przestań!-powiedziała trochę nadpobudliwa Printemps.-Mamy każdą moc, przecież cię uzdrowimy!
-Naprawdę.
W tym momencie Wszystkie położyły dłonie na głowie Isabell. Wypowiadały jakieś dziwne, niezrozumiałe słowa, a już za chwilę poczuła mrowienie i w końcu swędzenie na rękach. Zobaczyła, że rysunki powróciły. Chciała się rozpłakać ze szczęścia, ale nawet nie zauważyła, gdy była już z Printemps na polu rzepaku. Nauczyła się od niej kilku sztuczek, dowiedziała, że można pobierać energię od roślin i dowiedziała, że z ich pomocą może ukryć się w miejscu zwanym Hibernatum.
Potem wraz z Hiver miała zajęcia w nocy. Dowiedziała się, że żaden wojownik, prócz mrocznego nie może widzieć w ciemności. Nauczyła się patrzeć jak kot, wyciągać proszek z nocnego powietrza i za pomocą chusty Hiver walczyć. Okazało się, ze jest ona bardzo ostra, prawie tak jak najostrzejszy miecz.
Potem miała lekcje z Ete. Dowiedziała się, że dotykiem może zawołać zwierzęta, a nawet za jego pomocą może z nimi rozmawiać. Nauczyła się medytować i odzyskiwać przez to energię. Okazało się, ze Ete to doskonała przywódczyni i nauczycielka. Po kilku dniach nauki Isabell miała opuścić magiczny las. Stała teraz przy wyjściu.
-Dziękuje wam-powiedziała.-Dziękuję za wszystko.
-Nie to my dziękujemy.-powiedziała Ete.-Mimo swego młodego wieku jesteś niezwykle rozważna. Chcemy podarować ci prezent. A właściwie prezenty. Ode mnie dostaniesz coś na kształt telefonu. Tylko ze to wyświetla obrazy w 3D, hologramy i ludzi, których chcesz znaleźć. Dodatkowo, możesz z nim rozmawiać, bo ma sztuczną inteligencją. Acha i nigdy się nie tłucze.
-Ode mnie-odezwała się uradowana Printemps.-Dostaniesz materiał nabierający kształty i kolory. Popatrz, jeśli owiniesz sobie to w okołu rąk i wypowiesz np. Przeźroczysta rękawiczka ciepła jak puch, to własnie taka się stanie.
-Ode mnie-powiedziała Hiver.-Dostaniesz Kulę Czasu. Jeśli rozbijesz ją w danym miejscu lub świecie, czas się zatrzyma na jakieś 24 godziny.
-Dziękuje wam Nieznane.
-Czy jest coś, co chciałabyś dostać?
-Tak, to znaczy to nie jest rzecz, a umiejętność.
-A jakaż to umiejętność?
-Chciałabym móc rozmawiać ze smokami.
-Hmm....Podejrzewałyśmy, że zapragniesz czegoś takiego. Ale niestety na razie nienmożemy ci tego dać najpierw przeczytaj to-Ete dała Is niebieską, trochę zniszczoną książkę, z podobizną smoka na okładce.-Jak to przeczytasz dostaniesz następną. Kiedy przeczytasz wszytkie, spotkasz się z kimś. Teraz już idź, czekają na ciebie.
-Do zobaczenia!-Krzyknęła Isabell i przeszła przez portal. Gdy tylko zobaczyła Arendelle, pobiegła uradowana, zobaczyć co z Elsą. Był już późny wieczór, a kiedy wpadła do jej komnaty zobaczyła Elsę siedzącą na fotelu bujanym i Jack'a, który łapał ją za rękę.
-Isabell? Gdzie byłaś? Martwiliśmy się.
Co będzie dalej?
Isabell miała dość. Dość szkoły, Jasona, Ros, Elsy i samej siebie. Skoro przytłaczają ją takie błahostki, to czy da radę rządzić tyloma ''postaciami''. Przez kilka dni była jak duch. Chodziła do szkoły, lecz jakby w ogóle tam jej nie było. Była w domu, ale nie dawała znaku życia. Mówiła, ale jakby nie wydawała głosu. W końcu nie dała rady. Wpadła do pokoju i legła na łóżko. Zaczęła płakać jak małe dziecko. Nagle ni stąd ni zowąd głośno otworzył się portal. Wpadli przez niego dwaj przerażeni i zmęczeni strażnicy z Arendelle.
-Pani!Pani!-zaczęli krzyczeć głośno dysząc.-Elsa! Chcę się z tobą widzieć. Cały czas woła cię i chyba odzyskuje świadomość! Wybacz, że przeszkadzamy, ale ona zachowuje się strasznie! Nie je, nie pije, nie mówi nic prócz ''Isabell...Zawołajcie tu ją.'' Teraz jeszcze krzyczy i rzuca przedmiotami we wszystkich! Błagamy chodź.
-Oczywiście.-Isabell nie mogła przecież zostawić jej samej. Otarła łzy i przeszła przez portal. Tam usłyszała głos tłuczonego szkła i krzyki: ''Wybiła okno!''. Isabell starała się szybko pójść do komnaty, gdzie zastała zakrwawioną Elsę i przerażonych strażników i służące. Podeszła do jednej z nich.
-Co z nią?-zapytała.
-Rozbija szkło, potem...potem łapie je w ręce i krzyczy do Strażnika Zabij mnie i idź do tej swojej laski! Gdzie Isabell?!.
Nie mogła czekać kazała wszystkim wyjść, mimo ostrzeń podeszła do leżącej na środku pokoju Elsy. Pobite szkło, wazony i krew tworzyły mroczną atmosferę. Dziewczyna ostrożnie podeszła do Elsy i złapała ją za ramię.
-Powiedział, że już jej nie ma. Że odeszła. Chcę to usłyszeć od ciebie. Chcę, byś przysięgła, że Roszpunka już nigdy tu nie wróci, a Jack będzie mój.
-Roszpunka już odeszła. Jack nigdy jej nie kochał on kocha tylko ciebie. Tylko z tobą chce być.
-To dlaczego nie uratuje dziecka! Dlaczego nie ofiaruje mu nieśmiertelności?!
-Jeśli będzie mógł to ofiaruje. Nie możesz się od niego odsuwać. On nie potrafi bez ciebie żyć. On cię kocha.
-I będzie mój na zawsze?-Elsa podniosła głowę. Wyglądała jak małą dziewczynka, która płacze nad zepsutą zabawką. No może poza krwią na twarzy i na włosach.
-Tak. Twój na zawsze. Idź się teraz odśwież. Porozmawiamy później.
Królowa posłusznie wstała i wyszła do swej łaźni. Została sama pośród rozbitego szkła, które....świeci?! Odłamek lustra obok jej stopy zaczął ewidentnie świecić. Potem następny i następny. Aż wokół niej pojawiło się miliony odłamków. Nagle wzleciały do góry. Odruchowo położyła się na ziemi, myśląc, że chcą ją zabić. One jednak zaczęły krążyć i krążyć wokół niej. Coraz szybciej i szybciej aż złączyły się w lustro. Ogromne lustro, które aż prosiło się, by przez nie przejść. Jakby wiedziona magiczną mocą Isabell przeszła przez nie. Poczuła ciepło. Zaraz zimno. Usłyszała szum. Szum drzew. Była w przepięknym lesie. Zaśmiała się i okręciła dookoła. Nagle pojawiły się przed nią trzy kobiety.
Pierwsza z nich stała na czele. Ubraną miała zieloną, długą suknię bez ramiączek. Na rękach miała rękawiczki w tym samym kolorze. Na ramieniu wisiał jej drewniany, prosty łuk. Uczesana była w kucyka. Z tyłu opadał jej płaszcz z liści.
Druga, stojąca po prawej, miała biały gorset z delikatnymi, różowymi kwiatami. Spódnica była koloru krwisto czerwonego. Na środku spoczywały małe, biało czerwone róże.Włosy związane miała w warkocza z powplatanymi, malutkimi stokrotkami.
Trzecia, po lewej stała w cieniu. Było ją naprawdę słabo widać. Is wydawało się, że ubrana jest w mocno czerwoną sukienkę. Włosy miała rozpuszczone, a na ramionach miała przeźroczysty szal.
Pierwsza zaczęła się do niej zbliżać. Kiedy podeszła blisko niespodziewanie uklękła na kolano i powiedziała:
-Witaj o wszechwładna. Czekałyśmy na ciebie. Rade jesteśmy, że możemy służyć tak wspaniałej...przyszłej władczyni.
-Acha...Kim jesteście?-spytała zdziwiona i lekko skrępowana dziewczyna.
-Jesteśmy Nieznane.-powiedziała stojąca tuż obok niej kobieta.-Zanim opowiemy ci naszą historię pozwól, że się przedstawimy. Jestem Ete-Władczyni lasu. Łuczniczka. Ta po prawej to Printemps-Strażniczka natury. Jest czarodziejką. A ta w cieniu to Hiver-Nocny obrońca, wojowniczka. Każda z nas jest inna. Ale może najpierw poznaj naszą historię. Widzisz dawno temu, mieszkała tutaj nasza matka- Reine. Nie lubiła towarzystwa ludzi, elfów, wróżek czy nimf. Wołała całe dnie wpatrywać się w naturę i rozmawiać ze zwierzętami. Jednak kiedy przychodzili do niej ludzie, którzy po prostu chcieli pomocy, nigdy im jej nie odmawiała. Pewnego dnia, przyszła do niej kobieta. Trzymała na swych rękach dziecko. Nie ruszało się ani nie oddychało. Dla matki nie był to problem, uzdrowiła je, ale kiedy widziała jak dziecko się uśmiecha zapragnęła mieć własne. Pewnej nocy zebrała różne przedmioty. Ułożyła je w małą kupkę, poprosiła Księżyc o dziecko i poszła spać. Księżyc nigdy nie dał jej żadnej nagrody, więc chciał dać jej coś, co będzie sprawiało, że już zawsze na jej twarzy będzie gościł uśmiech. Niestety Mrok postanowił pokrzyżować jego plany i zakrył sobą połowę serca dziewczynki. Rosła jak normalne dziecko, jednak w wieku 16 lat zapytała się mamy, dlaczego nie może być zła. Dlaczego musi robić tylko dobre uczynki. Mama tłumaczyła jej, ze takie jej przeznaczenie, ale ona cały czas twierdziła, że chce być zła. Mroczna strona brała górę. Zniszczyła cały las, zabijała zwierzęta. Jedyne co mogła zrobić Reine, to zabić swą własną córkę, a robiąc to jej matczyne serce złamało się. Kiedy obie umierały mama powiedziała: ''Lunes, aident et partagent le cœur de ma fille.'', co znaczy ''Księżycu, pomóż i podziel serce mej córki''. Wtedy jej serce rzeczywiście się podzieliło i powstałyśmy my. Księżyc dokładnie nam wszystko opowiedział. Widzisz Printemps dostała największą część serca dobrego, a przez to czasami naprawdę słodzi. Hiver dostała największą ilość serca złego, ale doskonale potrafi ją wykorzystywać w dobry sposób. A ja dostałam trochę tego i trochę tego. Cały czas miałyśmy pomagać ludzkości. Byłyśmy niepokonane i niezniszczalne, ale kiedy poznałyśmy Mroka, zauważyłyśmy, ze jest on i może nam zagrażać. Wytworzyłyśmy obronną sferę wokół lasu i mieszkałyśmy tutaj. Kiedy dowiedziałyśmy się o Władcach, postanowiłyśmy, ze tak możemy pomagać. Kazałyśmy nazywać nas Nieznanymi. Ale koniec z tym tchórzostwem. Ujawnimy się światu na twojej Uroczystości Koronacyjnej. Tylko najpierw musisz przejść krótkie szkolenie. Nauczymy cię czegoś, czego nigdy nie wyobrażali sobie ci twoi nauczyciele.
-Wow...To znaczy to wspaniale, nie właściwie nie, bo widzisz, ja...Ja nie mogę. Zostałam pozbawiona Kondyrogencji.
-Och przestań!-powiedziała trochę nadpobudliwa Printemps.-Mamy każdą moc, przecież cię uzdrowimy!
-Naprawdę.
W tym momencie Wszystkie położyły dłonie na głowie Isabell. Wypowiadały jakieś dziwne, niezrozumiałe słowa, a już za chwilę poczuła mrowienie i w końcu swędzenie na rękach. Zobaczyła, że rysunki powróciły. Chciała się rozpłakać ze szczęścia, ale nawet nie zauważyła, gdy była już z Printemps na polu rzepaku. Nauczyła się od niej kilku sztuczek, dowiedziała, że można pobierać energię od roślin i dowiedziała, że z ich pomocą może ukryć się w miejscu zwanym Hibernatum.
Potem wraz z Hiver miała zajęcia w nocy. Dowiedziała się, że żaden wojownik, prócz mrocznego nie może widzieć w ciemności. Nauczyła się patrzeć jak kot, wyciągać proszek z nocnego powietrza i za pomocą chusty Hiver walczyć. Okazało się, ze jest ona bardzo ostra, prawie tak jak najostrzejszy miecz.
Potem miała lekcje z Ete. Dowiedziała się, że dotykiem może zawołać zwierzęta, a nawet za jego pomocą może z nimi rozmawiać. Nauczyła się medytować i odzyskiwać przez to energię. Okazało się, ze Ete to doskonała przywódczyni i nauczycielka. Po kilku dniach nauki Isabell miała opuścić magiczny las. Stała teraz przy wyjściu.
-Dziękuje wam-powiedziała.-Dziękuję za wszystko.
-Nie to my dziękujemy.-powiedziała Ete.-Mimo swego młodego wieku jesteś niezwykle rozważna. Chcemy podarować ci prezent. A właściwie prezenty. Ode mnie dostaniesz coś na kształt telefonu. Tylko ze to wyświetla obrazy w 3D, hologramy i ludzi, których chcesz znaleźć. Dodatkowo, możesz z nim rozmawiać, bo ma sztuczną inteligencją. Acha i nigdy się nie tłucze.
-Ode mnie-odezwała się uradowana Printemps.-Dostaniesz materiał nabierający kształty i kolory. Popatrz, jeśli owiniesz sobie to w okołu rąk i wypowiesz np. Przeźroczysta rękawiczka ciepła jak puch, to własnie taka się stanie.
-Ode mnie-powiedziała Hiver.-Dostaniesz Kulę Czasu. Jeśli rozbijesz ją w danym miejscu lub świecie, czas się zatrzyma na jakieś 24 godziny.
-Dziękuje wam Nieznane.
-Czy jest coś, co chciałabyś dostać?
-Tak, to znaczy to nie jest rzecz, a umiejętność.
-A jakaż to umiejętność?
-Chciałabym móc rozmawiać ze smokami.
-Hmm....Podejrzewałyśmy, że zapragniesz czegoś takiego. Ale niestety na razie nienmożemy ci tego dać najpierw przeczytaj to-Ete dała Is niebieską, trochę zniszczoną książkę, z podobizną smoka na okładce.-Jak to przeczytasz dostaniesz następną. Kiedy przeczytasz wszytkie, spotkasz się z kimś. Teraz już idź, czekają na ciebie.
-Do zobaczenia!-Krzyknęła Isabell i przeszła przez portal. Gdy tylko zobaczyła Arendelle, pobiegła uradowana, zobaczyć co z Elsą. Był już późny wieczór, a kiedy wpadła do jej komnaty zobaczyła Elsę siedzącą na fotelu bujanym i Jack'a, który łapał ją za rękę.
-Isabell? Gdzie byłaś? Martwiliśmy się.
Co będzie dalej?
Nieznane
Subskrybuj:
Posty (Atom)







