niedziela, 22 lutego 2015

Przedrozdział 3


Hej! Bardzo przepraszam za to, że nie było rozdziału tak dawno, ale żeby pierwszy rozdział był naprawdę wyjątkowy. Na razie macie taki przedsmak tego, co będzie się działo. Piszcie proszę o tym, co myślicie o takim rodzaju pisania(na pewno pojawi się jeszcze nie raz)



Teraz, kiedy nie mogę wrócić do mojego świata, ten wydaje mi się...prawdziwy. To znaczy tyle się tu teraz dzieje, tyle się uczę każdego dnia, tyle ludzi poznaję... No właśnie. Kilka dni temu skończyłam 15 lat. Z tej okazji odbyła się parada na moją cześć. Na ulicach po rozwieszane były ozdobne plakaty. Tysiące ludzi stało na ulicach wykrzykując moje imię. Najpierw Czkawka, Astrid i reszta Akademii urządzili pokaz smoków-Uniki, akrobacje i inne umiejętności. Potem ja miałam wjechać w karocy. Jadąc ujrzałam ludzi, którzy z uśmiechami na ustach machali w moją stronę. Z tyłu zauważyłam dziewczynkę, która patrzyła na mnie z łzami w oczach. Nie płakała, ale wyrysował się na jej twarzy dogłębny smutek. Nie wiedziałam kim jest. Nie wiedziałam dlaczego jest smutna. Nie mogłam jej tak zostawić. 
-Zatrzymać się!-krzyknęłam. 
Ludzi ogarnął niepokój. Ludzie szeptali, kiedy szłam pośród nich. Niektórzy mówili:
-Pobłogosław Pani!
Ale ja szłam. Zależało mi tylko na tej dziewczynce. Nagle zauważyłam ją i jak najszybciej podbiegłam. Złapałam ją za ręce.
-Powiedz, dlaczego jesteś smutna?-spytałam. Ona najwyraźniej była zaskoczona i nie odpowiedziała nic. Kontynuowałam- Nie pozwolę na to, żeby w moje święto ktokolwiek się smucił. 
-Ty do mnie mówisz.-odezwała się po chwili.-Mówi do mnie sama Władczyni.
-Wybacz pani.-odezwał się magle chłopiec, który pojawił się jakby znikąd.-Moja siostra...Ja...Jesteśmy zaszczyceni.-ukłonili się oboje.
-Nie proszę...a teraz powiecie mi kim jesteście i dlaczego nie cieszycie się wraz ze mną?
-Widzi pani-powiedziała dziewczynka.-Ja...pani...nigdy nie widziałam nic piękniejszego. Ja wiem, ze nigdy nie mogłabym wyruszyć dalej poza granice. 
Zdziwiła mnie delikatność tej dziewczynki. Była taka...autentyczna.
-Dlaczego nie jesteście z rodzicami. Powinniście teraz...
-My nie mamy rodziców-odrzekł szorstko chłopak.-Nasi umarli, a innych...
-Innych? Jest was...więcej?
-Tak. Całe mnóstwo.
-Ja...nie wiedziałam...
Kilka dni później zwołałam radę.
-Nie może tak być, że dzieci wychowują się same na ulicach! Na kogo wyrosną?! Na złodziei? Musimy coś zrobić, by im pomóc.
-Ale co?-powiedział grubszy starszy pan siedzący po prawej stronie.
-A więc wczoraj obeszłam cały zamek, ogrody i...znalazłam coś, co mogłoby was za interesować. We wschodnim skrzydle tuż pod kuchnią znajdują się nieużywane od lat pokoje. Tuż obok nich znajdują się stare zagrody dla zwierząt. Po co mają się marnować? W pierwszym z nich zrobimy jadalnię i kuchnię. Z następnego postaramy się stworzyć sypialnie. Niestety obawiam się, że to będzie za mało, więc zburzymy ścianę i powiększymy pokój. Następny z nich przeznaczymy dla młodszych dzieci-chodzi mi o bawialnię. Ostatni z pokoi będzie klasą. Tam dzieci starsze będą uczyć się nie tylko podstawowych umiejętności, ale także podstawowych rodzajów mocy, informacji o smokach, a także jak rozwijać talent i jak go zdobyć.
-Przecież to niedorzeczne! Jak mamy tego dokonać. Przecież to będzie trwało latami!
-Nie jeśli użyjemy magii...

UWAGA!!!!!! Potrzebuję imię męskie dla wojownika(po dobrej stronie!). Nowy bohater? Tak! Pozostawiam wam wolną rękę. Potrzebuję dużej ilości pomysłów! Im ich więcej tym szybciej pojawi się rozdział.

sobota, 24 stycznia 2015

Przedrozdział 2: Nagroda

 Droga Chocolate xD, pomyślała, że to opowiadanie najlepiej odwzoruje Jelsę. Miłego czytania!


 Cały dzień w Arendelle był ciężki. Elsa cierpiała. Dziecko kopało. Właściwie to ''rozrywało'' ją na wszystkie strony. Jack nie mógł tego znieść. To przez niego teraz najważniejsza osoba na świecie miała niedługo umrzeć. Kiedy już miał dość krzyków uciekł, by pozbierać myśli. Znów czuł na twarzy powiew wiatru, zapach zimy. Z oczu płynęły mu łzy. Wylądował na małej polanie, którą od razu zamroził nadmiarem uczuć. Usiadł na jednym z drzew. Myślał. Jeszcze nigdy w życiu nie przeżył takiej ''burzy mózgów''. Zamknął oczy. Wsłuchał się z powoli uderzające o siebie zamarznięte liście. Ten dźwięk mu coś przypominał. Tak był zdecydowanie taki sam jak....No właśnie? Co? Dźwięk powoli stawał się głośniejszy, a myśli Jack'a krążyły tylko wokół niego. Dzwony. Brzmiał jak dzwony podczas gdy pierwszy raz poznał małą Roszpunkę. A właściwie kiedy się narodziła. Tak... Ten sam dźwięk... Zaraz Roszpunka! Jack zerwał się na równe nogi. Nie czuł teraz nic prócz siły, jaką dała mu ta myśl. Wpadł do zamku i znów usłyszał potępieńcze jęki ukochanej. Niektóra służba leżała na podłodze ze zmęczenia. Tylko najbardziej wytrwali zostali i co chwila zmieniali opatrunki. Jack nie obawiał się już. Wiedział, że Elsa i on będą godnymi rodzicami. Wpadł do jej komnaty i ujrzał ją. Leżała jak nieżywa. Nie krzyczała już, ale wyglądała jak duch-blada i sina. Podszedł do łóżka i złapał ją za rękę.
-Elso?-spytał niepewnie.-Słyszysz mnie?
-Któż to mnie odwiedził? Czy to już Śmierć we własnej osobie?-powiedziała z zamkniętymi oczami.
-Nie ukochana to ja, Jack. Pamiętasz mnie jeszcze? Czy bóle zabrały ci całą pamięć?
-Jakżebym mogła zapomnieć...-otworzyła oczy. Wyglądała jeszcze bardziej przerażająco.-...kogoś, kto jeszcze nie uciekł. Po co tu przychodziłeś? By patrzeć na mą śmierć?
-Nie ukochana. By cię uratować. Wiem jak ocalić ciebie i dziecko.
-Mnie się już nie da uratować. Zajmiesz się...
-...oboje się nim zajmiemy. Posłuchaj rozwiązaniem jest Roszpunka.
-Ta wstrętna, podła...
-Nie! Spokojnie nie zamierzam jej tu przyprowadzić. Ale ona... To znaczy ja...
-Au! Jack!!!-Elsa zaczęła się zwijać z bólu. Od razu do komnaty wpadły służące, położne i lekarze. Zaczęli wyganiać Jack'a słowami:
-Przepraszamy paniczu, później zobaczy pan dziecko i matkę.
-Ale wy nie rozumiecie!-krzyczał chłopak.-Ja muszę jej pomóc! Ona nie może umrzeć!
-Nic się jej nie stanie. Zaopiekujemy się nią.
Jack nie mógł tego słuchać. Nikt nie wiedział o tym, że ona zaraz straci swe życie i że tylko on może jej pomóc. Dobijał się do drzwi, ale oni nie otwierali.  Słyszał tylko krzyki ukochanej.
-JACK!!!-wydała ostatnie tchnienie.  Umarła? Nie! Tylko nie to! Jack całą swą mocą zamroził drzwi, a one zaraz pokruszyły się w drobny mak. Zobaczył, jak lekarz sprawdza puls, ale najwyraźniej nie mógł go wyczuć.
-Odsuńcie się!-krzyknął Strażnik. Zaraz wszystkich zamroził, by teraz nikt mu nie przeszkadzał.
Dotknął swój kij, po czym złamał go na pół. Końcem ''zepsutej'' już laski naciął się w nadgarstku.
-Kochana, od początku żyłem tylko dla ciebie. Oddychałem, myślałem i kochałem dla ciebie. Jeśli myślisz, że teraz mnie opuścisz, że zostawisz mnie z naszą córeczką, tak, córeczką, to moja kochana grubo się mylisz. Tak jak Roszpunce oddam tobie kawałek mej duszy. Oddam ci jej połowę.
Nachylił nadgarstek nad kloatką piersiową, a zniej zamiast wydobyć się krew, poleciały delikatne smużki błękitnego dymu. Jack wypowiedział ''zaklęcie'':
''Omer, des matkanti, ores Elsa, kres seves!''
Nic się nie działo. Płacz dziecka przeszywał ciszę, która uderzała w Jack'a jak igły.
Wziął dziewczynkę na ręce. Była taka maleńka, bezbronna. Jak miał zajmować się nią, kiedy to matka ma za zadanie pomóc jej wejść w wiek dorosły? Jak miał to zrobić sam?!
-Popatrz maleńka, to mamusia. Niestety oddała za ciebie życie. Nawet nie zdążyłam jej powiedzieć, jak bardzo ją kocham.
-Jack?-nagle usta Elsy się poruszyły.-Długo spałam?
-Elso! Och, czy musisz tak żartować?
-Byłam u mamy.
-Zaraz przecież twoja matka... Co ci powiedziala?
-Mówiła, że chciałaby, żebym została,  że muszę się zobaczyć z ojcem. Och Jack jak tam było cudownie. Brakowało mi tylko ciebie.
-Teraz tu jestem. Ja i nasza córeczka.
-Jaka śliczna! Ale jak ty, to znaczy ja...Co takiego zrobiłeś?
-To jest nieważne, ważne jest tylko to, że żyjesz. Pozostaje tylko jedna kwestia, jak ją nazwiemy...
-Kiedy byłam tam, mama powiedziała, żebym nazwała ją w naszym rodowym języku Eira- znaczy śnieżna.
-Eira...pięknie.
Rodzina w komplecie, Elsa żyje, wraz z Jack'iem opiekują się małą Eirą. Mimo szkód jakie wyrządził Jack, to najszczęśliwszy dzień w ich życiu.



Spadek aktywności? Komentujemy!

niedziela, 18 stycznia 2015

Przedrozdział

Piszę tak późno, bo czekałam na odpowiedź Chocolate xD, która zajęła 2 miejsce i nie napisała mi tematu rozdziału dedykowanego dla niej. Napisz proszę!


 Isabell wstała rano. Przeciągnęła się i spojrzała przez okno. Jest teraz władczynią. Nikt jej nie dorówna. Ale dlaczego brakuje jej czegoś? Czego jeszcze nie zdobyła? Podeszła do szafy. Dlaczego ma same sukienki? Wybrała jedną z nich i podeszła do lustra. Jak do tej pory wytrzymała z takimi włosami? Przecież są jej niepotrzebne. Złapała nożyczki i obcięła je. Wstała. Już miała iść do szkoły, gdy nagle do jej pokoju wpadły trzy mroczne konie. Okrążyły ją.
-A więc jak się czujesz, teraz gdy jesteś najważniejszą osobą we wszystkich światach?-spytała postać Mroka siedząca na jednym z rumaków-największym.
-Odejdź stąd albo...-powiedziała przestraszona Isabell.
-Albo co? Chyba nie myślisz, że te kilka umiejętności da radę mnie pokonać? Ćwiczyłem latami, by dojść do perfekcji i wiesz co? Nie będę musiał przechodzić nauk. Od razu mogą mnie koronować na Władcę.
-Koronować to cię będziemy po śmierci Isabell-powiedział Czkawka, który własnie zjawił się wraz z Astrid i Jack'iem.-ale żeby zabić ją, będziesz musiał nas zabić.
Astrid złapała rękę Is i wyciągnęła ją z ''Koła Śmierci''. walczyli dzielnie, ale nie dawali rady. Mrok był coraz silniejszy. W końcu Jack powiedział:
-Nie damy rady! Wracamy do Arendelle!
-Myślicie, ze tam was nie znajdę? Tam będzie mi jeszcze łatwiej was pokonać. Was i wszystkich ludzi.
Znów portal się otworzył i do pokoju weszły Nieznane.
-O proszę proszę.-powiedział Mrok przerywając atak.- Do naszego sporu przyszły te, które rzekomo tylko JA umiem pokonać. Sprawdźmy to zatem.
Ete, Printemps i Hiver rzuciły się na Mroka, ale zdecydowanie on wygrywał. Nagle Mrok osłabł z niewiadomych powodów, a Nieznane powiedziały:
-Musimy  wracać do Arendelle. Zamknąć portale. Zamknąć ten świat. Zabierz ze sobą wszystkie ważne dla ciebie rzeczy. Printemps pójdzie z tobą i ci pomoże. Printemps uśpij rodzicielkę Is.
Isabell zabrała prezenty od Nieznanych psa i matkę. Nie mogła wziąć nic więcej. Wszyscy przeszli przez portal, a kiedy byli już w Arendelle Nieznane z pomocą Is stworzyły coś na kształt kuli, która rozciągnęła się nad całym Arendelle. Kilka mrocznych koni, które dostały się tym samym portalem, bez swojego pana były bezbronne i nie mogły nic zrobić. Zamieniły się w piach. Isabell była bezpieczna.

środa, 31 grudnia 2014

Sylwestrowo!

Cześć!!! Obiecałam, więc jest! Poniżej macie przedstawione niespodzianki dla was:
1. Największe i najważniejsze pytanie, dla którego czyta to 98% to czy Isabell skończyła swe przygody? Po części tak, ponieważ za niedługo (a może nawet jutro) pojawi się specjalny rozdział 30, który będzie zwieńczeniem jej przygód. Potem nastąpi rozdanie nagród w konkursie ( o którym zaraz powiem). Następnie dodam kilka rozdziałów wprowadzających (bez numeru) i nastąpi całkowite przemienienie bloga i Isabell. Więc koniec był zaledwie początkiem :)
2. Dobra teraz o konkursie. Na razie przysłano mi tylko 2 prace (klaudianfforever@gmail.com), które na pewno zostaną nagrodzone. Pamiętajcie, ze to nie musi być obrazek, może to być jakaś dwu-wersowa rymowanka, piosenka albo cokolwiek innego. Z ogłoszeniem wyników czekam do godziny 15.00, więc macie jeszcze czas :). Zapytacie Jakie nagrody?! Proszę:
     1 miejsce: Dowolnie wybrana nagroda, która może dotyczyć nie tylko bloga.
     2 i 3 miejsce: Temat opowiadania napisanego dokładnie dla tej osoby.
3. Chciałabym przeprowadzić małą ankietę, która pomoże mi z lepszym prowadzeniem bloga:
       Pyt.1: W jaki sposób przeglądasz teraz mojego bloga:
                a) Komputer
                b) Telefon
                c) Inne
       Pyt.2: Z którego urządzenia najczęściej oglądasz mojego bloga:
                a) Komputer
                b) Telefon
                c) Inne
       Pyt.3: Jak często odwiedzasz mojego bloga?
       Pyt.4: Który rozdział (lub przygoda Is) podobała ci się najbardziej?
4. Dziękuje wam ze to, że jesteście. To w jaki sposób komentujecie moje posty, w jaki sposób mówicie Wow, albo łał, jest dla mnie bardzo ważny. Każdy komentarz jest dla mnie wyjątkowy. Wiecie co jest najgorsze? To, że wchodzę na mojego bloga co 15 minut i sprawdzam czy pod postem nie ma komentarza, ale pojawia się tam tylko 1-3 opinii. Nie wiem, czy po prostu tych wspaniałych ANONIMOWYCH użytkowników już nie ma, czy po prostu nie chce im się napisać tych kilku słów. Ale ci, którzy mają konto, są najwspanialsi. Bo zawsze pamiętają by skomentować. Dla was, a także dla wszystkich innych mam dziś prezent. Ja, autorka bloga, a także nasza bohaterka Isabell odpowiemy na każde zadane pytanie w komentarzu. Pytajcie o co chcecie, o coś, czego nie napisałam w rozdziale, albo o jakieś zwykłe pytanie co do życia. Jeśli chcecie zapytać mnie przed pytaniem napiszcie [K], a jeśli do Isabell [I]. Pytania zadawajcie do 1 stycznia 2015 roku. Dziękuję wam, to był wspaniały rok :)
5. Czas na wyniki konkursu!
     1 miejsce: Dominika
       2 miejsce: Chocolate xD
Gratuluję! W komentarzu piszcie nagrody! 

niedziela, 28 grudnia 2014

Rozdział 29

Uwaga!!! 31 grudnia wyniki konkursu i od rana czeka was niespodzianka!

-Musisz odpowiedzieć.-powiedziała również lekko zaniepokojona Elsa.-Obiecywałaś.
-A więc...-Isabell stawała się coraz bardziej czerwona.-Ja...Kocham Jasona.
-A ja kocham ją-odpowiedział chłopak.
-Ach tak? A więc droga publiczności, skoro nasza...Władczyni sama się przyznała, czy nie jest to przypadkiem, że ten oto chłopak nie jest zwykłym synem nimfy, ale przede wszystkim jest to syn waszego...to znaczy naszego największego wroga-Mroka.
W sali rozległy się szepty. W końcu jeden głos męski spytał:
-O pani...To prawda? Czy bratasz się z wrogiem?
-Tak, ale Jason nie jest zły. On mi pomaga. Nie jest taki jak jego ojciec!
-A więc to zdrada! Zabić go! Ją też!
Ludzie zaczęli łapać co popadło i biec do przerażonej Is. Nie mogła uwierzyć, że ludzie mogli ją posądzić o coś takiego. Poczuła jak ktoś łapie ją za rękę i odciąga jak najdalej od rozwścieczonego tłumu. Ostatnie co widziała to Elsa, która próbowała ich zatrzymać i jednocześnie krzyczała: ''Uciekajcie!''. Spojrzała na swoją rękę i zobaczyła Jasona ciągnącego ją w stronę drzwi. Biegła za nim, ale nadal słyszała krzyk ludzi. Schowali się w jakimś małym pomieszczeniu.
-Dlaczego? Co ja zrobiłam?-mówiła Is.-Co ja im takiego zrobiłam?
-Nic...-powtarzał Jason, cały czas ją przytulając.-Po prostu nie potrafią tego zrozumieć. Ucieknijmy.
-Co?
-No ucieknijmy. Ze mną będziesz bezpieczna.
-Nie, ja obiecałam że tu zostanę. Przysięgałam.
-Nie chcę cię opuszczać.
-Ja też nie chcę się rozstawać. Musimy coś wymyślić! Jason myśl!
-Jest...-nerwowo przełkną ślinę.-jest jeszcze jeden sposób, by nas ocalić. Widzisz ludzie muszą zapomnieć o mnie. Ty też. Ucieknę sam, ale przedtem wymarzę ci pamięć. Zapomnisz o mnie.
-Nie... To nie jest żaden sposób. Nie chcę o tobie zapominać!
-Musisz...Musimy, to jedyny sposób. Kiedy Mroka już nie będzie, wrócę i pokażę, że nie chciałem źle. Ludzie zobaczą jaka jesteś wspaniała.
-Dobrze..-Is płakała, a jej łzy spływały po policzku, który cały czas gładzony był przez Jasona.-Ale nie teraz. Dokładnie o północy wymażesz mi pamięć, ale przedtem wykonasz każde moje polecenie. Kiedy zegar wybije dwunastą, wykonasz swą powinność. Na razie pójdziemy do naszego świata.
-Jak?! Nie wiem czy zauważyłaś, ale goni nas rozwścieczony tłum. Wiesz, to może być mały problem.
-Tak rzeczywiście, chyba, że użyjemy tego.-dziewczyna pokazała chłopakowi Kulę Czasu. Złoty piach, znajdujący się w nim, drżał, przez drgania ręki Is.-To Kula Czasu. Pozwoli nam zatrzymać czas na jakieś 24 godz.
-Zaraz, więc będziesz czekała 24 godziny?! Czemu aż tyle?
-Wiesz myślę, że kula nie będzie tyle działać, bo czytałam, że działa tyle ile chcemy żeby działała, ale ten czas nie może przekroczyć 24 godzin. Dobra koniec gadania, trzeba zwabić wszystkich do sali balowej, tam rozbiję Kulę.
Byli najlepszym wabikiem na świecie. Ludzie chcieli ich zabić, więc bardzo łatwo było ich zwabić do sali. Tam Is rozbiła Kulę i wszystko stanęła w miejscu. Ludzie zachowywali sie, jakby moc Elsy zamroziła ich tak jak Annę. Przeszli szybko przez portal i znaleźli się w pokoju Is.
-No to co chcesz robić?-spytał Jason siadając luzacko na lóżku.
-Widzisz-mówiła Isabell szukając czegoś w szafie.-Nie wiem kiedy wrócisz, a ja  będę rosła i rosła i rosła, a Czkawka i Astrid, moi opiekunowie zostaną w tym samym wieku. Dlatego pójdziemy do kina na Jak wytresować smoka 2, by mogli się zmienić...znaczy zmienić wiek.
-To bezpieczne?
-Nie wiem, nigdy ich nie zmieniałam o jest!-Isabell wyciągnęła z szafy materiał i owinęła się nim. Zamknęła oczy a po chwili materiał zaczął się zmieniać w krótką sukienkę, a także kurtkę.
-Co do?
-Ach to taki mały prezent. Nieważne. Chodź.
Na szczęście z mała pomocą magii zdążyli na seans. Is czuła jak Berk się zmienia, jak zmienia się ona. Było jej przykro, że już nigdy nie zobaczy Stoicka. Płakała. Po skończonym seansie błąkali się po parkach rozmawiając. 10 minut przed północą wrócili do domu.
-To już czas Is.
-Nie chcę!-krzyknęła dziewczyna i objęła ramionami chłopaka.
-Ja tez nie chcę, ale pamiętaj zniknę stąd...-wskazał na głowę-...ale nigdy stąd-wskazał na serce.-Pozostaje tylko jeden niewyjaśniony punkt. Widzisz muszę gdzieś ''schować'' twoje wspomnienia, abyś później, spoglądając na to mogła przywrócić pamięć. Co to ma być?
Is rozejrzała się po pokoju. W końcu złapała rękę Jasona. Dotknęła go palcem, a na ręce pojawił się mały wzór. Ciągnęła linię dalej, a na twarzy Jasona pojawił się grymas bólu.
-Już.-powiedziała, gdy skończyła. ''Tatuaż'' przedstawiał plątaninę linii i kształtów.-Gdybyśmy schowali moją pamięć w ''czymś'' mogłabym zobaczyć to przedwcześnie, przed twoim powrotem. Natomiast to unikatowe cacko będziesz posiadał tylko ty.
-Jesteś gotowa?
-Tak.
Jason wyciągnął dłonie w jej stronę. Im bardziej się zbliżał, tym bardziej Is czuła się zmęczona. Jej powieki stawały się ciężkie, aż w końcu zamknęła oczy. Jednak nie widziała ciemności tak jak zwykle, ale wspomnienia, wszystkie sytuacje z Jasonem. Kłótnie, zgody, a nawet płacz. Krązyło to wokół niej, aż w końcu jedno wspomnienie po drugim znikało, aż nie zostało ani jedno. Opadła bezwładnie na jego ramiona. On położył ją na łóżku. Otworzyła jeszcze oczy i ujrzała mężczyznę o ciemnych włosach wychodzącego z jej pokoju, jednak była zbyt zmęczona, by zapytać o tożsamość owego człowieka. Spała.


                                             Pozostało jedno pytanie: Co przeżyła Isabell?
                                                              KONIEC




czwartek, 25 grudnia 2014

Rozdział 28

Uwaga! Ostatniego dnia grudnia od rana czeka was niespodzianka!



-Wszyscy już są?-pytała ciągle zniecierpliwiona Isabell.
-Nie, pani.-odpowiadał jej raz za razem nadworny sługa, na którego wołali Sumbaga-Brakuje tylko gości oficjalnie przez ciebie zaproszonych- panny Rosalindy i panicza Jasona.
Jason
-Ale posłaliście już po nich sługi?
-Tak, pani.
-Dobrze.
 Is cała się trzepała, ni to z zimna, ni ze strachu. Bolał ją brzuch i cały czas powtarzała w myślach tekst swojej pieśni. Spojrzała przez dziurkę od klucza, by zobaczyć, co się dzieje na sali wypełnionej ludźmi. Brzy drzwiach stała pięknie ubrana Elsa. Obok niej, równie piękna Astrid. Witały ludzi, którzy wchodzili przez główne wejście. Zauważyła, że każda kobieta była ubrana inaczej, a każdy mężczyzna ubrany był identycznie. Była to tradycja, która mówiła, że płeć Władcy ma ubrać się strojnie, a płeć przeciwna ma ubrać się w tradycyjny strój. Nagle spostrzegła wchodzących przez salę główną Ros i Jasona. Szli obok siebie, ale widać było, że jeszcze się nie pogodzili. Nagle główne wejście się zamknęło. Is wiedziała, ze nadchodzi ten moment. Muzyka ucichła, a właściwie było słychać tylko ciche, samotne skrzypce. Na podium weszła Elsa.
Ros
-Panie! Panowie!-zaczęła.-Drodzy goście. Przybyliśmy tutaj, by uczcić dzień, w którym zostaliśmy obdarowani ochroną, jaką możemy sobie tylko wyobrazić. Walczymy ze złem już od kilkuset lat. Władcy chronili nas, byśmy dziś mogli powitać następczynie, która jest wyjątkowa, nie tylko ze względu  na swój charakter, ale dlatego, że ma dopiero 16 lat. Jednak zgodziła się osiąść na tron w tak młodym wieku, byśmy mogli nadal żyć i towarzyszyć jej w każdej walce. Dziedziczka imion poprzednich władczyń: Isabell Cornelio Anno Julio Cortez.
Drzwi się otworzyły. Isabell poczuła podmuch powietrza. Pewnie wyszła z komnaty i zaczęła zbliżać się do schodów. Wyglądała nieziemsko, jakby płynęła w swej kreacji. Podeszła do orkiestry. Jedna z służących podała jej gitarę. Wiedziała, że to był jej moment, że musi zaśpiewać pieśń.
Zaczęło się wszystko niewinnie od łez,
Skończyło się na tym że  królową jest.
A kiedyś przyjdzie na bitwę czas,
I ona obroni wszystkich nas.
Z pomocą przyjaciół tylko uda się,
Więc rusz się z miejsca i pomóż jej
Księżycowa tiara
Jej głos niósł się po całej sali. Słyszała szepty. Kiedy skończyła wstała i podeszła do tronu, obok którego stali już Elsa, Jack, Czkawka i Astrid. Usiadła na tronie, a wtedy ogromne okno na przeciwko niej zostało odsłonięte, a światło księżyca wpadło dokładnie na Isabell. Wtedy podszedł kapłan. Zdjął jej naszyjnik i wymierzył światło księżyca, padające dokładnie na Łzę pradziadów, na czerwoną poduszkę. Nagle poduszka zaczęła się świecić, aż w końcu pojawiła się tam wielka, srebrzysta tiara. kapłan wziął ją nad głowę Is i powiedział:
-Isabell Cornelio Anno Julio Cortez czy przysięgasz bronić swych poddanych?
-Przysięgam-odpowiedziała pewnie Isabell.
-Czy przysięgasz odstawić własne szczęście, na dobro ludzkości?
-Przysięgam.
-Czy bedziesz uczyła się do czasu, gdy skonczysz 18 lat?
-Będę.
-Czy będziesz zawsze prawdomówna?
-Będę.
-Czy będziesz rozwiązywała problemy innych?
-Będę.
-Czy będziesz odpowiadała na każde pytanie, zadane od poddanych?
-Będę.
-Przysięgałaś na moc Księżyca, więc niech on nie będzie ci wrogiem.
W tym momencie włożył jej koronę na głowę. Poczuła, ze lata, ze może wszystko. Wsłuchiwała się w rytm swojego serca. Kapłan mówił dalej:
-Otrzymujesz Dar Ziemi, po swojej przodkini Corneli, Dar Zgody od swej przodkini Anny, Dar Kreatywności od swej przodkini Julii. Pomnażaj swe umiejętności. Niech nigdy nie zabraknie ci sił.
Korona zniknęła i znów na jej szyi pojawił się naszyjnik. Już nie czuła tego, co przedtem. Był to jednak czas, by wygłosiła swą przemowę. Stanęła na mównicy.
-Drodzy moi! Nie chcę mówić do was poddani, bo nie chcę, byście stracili swą wolną wolę. Zostałam dzisiaj Władczynią i nie ważne, czy macie mały, czy duży kłopot. Pomogę wam. Jako opiekuna wybrałam Czkawkę i Astrid, ponieważ Elsa i Jack zrobili więcej niż ktokolwiek dla mnie....
-Kim jest dla ciebie ten młody człowiek?-spytał nagle ktoś z tłumu. Był zakapturzony.Wzkazywał na Jasona.-Odpowiedz mi o Pani! Jaką rolę pełni w twoim życiu?
Is poczuła się nieswojo. Wydawało jej się, ze to podstęp, ale wiedziała, że musi odpowiadać na każde zadane pytanie. Nerwowo obróciła głowę w stronę nauczycieli.
-Elso...?

Astrid
Elsa


Isabell

niedziela, 21 grudnia 2014

Rozdział 27

przypominam o konkursie! Na razie na e-mail i na blogu nie zgłosił się jeszcze nikt. Macie duże szanse! Przypominam mój e-mail to: klaudianfforever@gmail.com


 Isabell opowiedziała Jack'u i Elsie, oczywiście nie wszystko, bo jak mówiła na przyjdzie czas. Potem wypytywała się Elsy czy dobrze się czuje, co było, gdy ich opuściła. Królowa mówiła, że to było jak we śnie, że czuła się samotna, mimo, ze otaczał ją sztab ludzi. Mówiła też, że nie czuła bólu. Właściwie to nic nie czuła, dlatego chciała poczuć go znów. Teraz czuła pieczenie i swędzenie na całym ciele, a szczególnie w miejscach zranień. Podczas jej opowieści Is spoglądała kątem oka na chłopaka, który ani na chwilę nie puszczał ręki Elsy, jakby była jego własnością. Elsa rzekła:
-Zaraz! Spotkałaś się z Nieznanymi! Nie przeszłaś jeszcze pełnego szkolenia, ale...Za trzy dni urządzimy ci Uroczystość Koronacji.
Isabell piszczała ze szczęścia.
-Dziękuję! Dziękuję!
-Możesz zaprosić trzy osoby ze świata, w którym się urodziłaś. Ale tylko trzy.
-Naprawdę, myślałam że...
-Dla ciebie zrobimy wyjątek.
-Dziękuję! Jeszcze raz! Kocham was!
Isabell otworzyła portal już własną mocą. Przed przejściem usłyszała głos Strażnika:''Mówiłem, ze nam się uda. Mrok już nam nie zaskoczy.'' Okazało się, że czas tu stał w miejscu i nadal była po lekcjach i po pamiętnym pogodzeniu z Jasonem. Zaczęła chodzić niespokojnie po pokoju. Myślała, czy powiedzieć Jasonowi i Ros teraz, czy poczekać do jutra. Usłyszała dźwięk kluczy. Jej mama wróciła. Właśnie co z mamą? Musi z nią iść, ale niczego nie będzie pamiętała. Nie będzie świadoma tego, że jej córka dostaje najważniejszą władzę...wszędzie. Tak mało czasu z nią spędzała. Powie im jutro, a teraz zostanie z mamą.
  Cały dzień spędziły razem. Były na lodach i w kinie, po drodze poszły też do centrum handlowego. Oczywiście Isabell niczego nie kupowała, bo ze swoją ''magiczną tkaniną'' mogła wymarzyć sobie każdy możliwy strój. Pod koniec dnia, były już tak zmęczone, że obie padły do swych łóżek. Is jednak nie mogła zasnąć. Myślała o tym, co powie Jasonowi i Ros. Jak oni zareagują? Bała się. Już jej powieki powoli się zamykały, kiedy nagle usłyszała cichy męski śpiew pod oknem
''Kochana panieneczko!
Wyjrzyj przez okieneczko!
Pokaż mi się!
Chcę wciąż znajdować się!''
-Jason...Ciszej obudzisz mamę.-powiedziała wyglądająca przez okno dziewczyna. Poczuła mocne uderzenie wiatru. Włosy poleciały jej na wszystkie strony, a ona sama chciała unieść się do góry.
-Dobrze...chciałem tylko cię zobaczyć. Proszę zejdź tu do mnie.
Is tylko tego chciała. Już miała zejść na dół, ale przypomniała sobie, że przecież wróciły jej moce. Stanęła w oknie i niepewnie postawiła nogę w powietrzu, a potem cała ześliznęła się i...leciała. Wiatr delikatnie ją unosił, aż dotarła na wprost Jasona.
-Wow.-powiedział zaskoczony chłopak.-To było...niesamowite. Jak to jest? No wiesz, być jak ptak?
-To ty nigdy...-dziewczyna podniosła znacząca brew.-zaraz się przekonasz.
Odeszła kawałek od niego i szepnęła: ''Wietrze!'' Zaraz już była w górze, poczuła się z nim jednością i machnięciem ręki uniosła do góry chłopaka. Złapała go za rękę i polecieli w górę. Złapani za ręce płynęli w powietrzu-dwa niezależne ciała, które były złączone sercami. Wylądowali na polanie, gdzie w miłosnym uścisku pozostali do brzasku. Rano, gdy się obudzili, czas było się już pożegnać. Is wróciła do domu.
-Za dwa dni moja koronacja. Przyjdziesz?-spytała niepewnie dziewczyna stojąc w oknie.
-Mam wziąć to za zaproszenie?
-Tak...?
-Oczywiście, że przyjdę, nie opuściłbym takiej okazji. Przecież moja ukochana zostaje najpiękniejszym władcą
-Pa-powiedziała speszona i nieco zarumieniona dziewczyna.
Zaraz zadzwoniła do Ros.
-Halo? Ros? To ty?
''Tak. Kto mówi?!''
-Ja, to znaczy Is.
''Witam witam! Co tam?''
-Kochana! Zakochałam się! W Jasonie!
''W nim?!''
-Tak, gdybyś wiedziała...
''Dlaczego w nim?!''
-Ach Ros przesadzasz!
''Nie przesadzam, tylko wiem co mówię. Jesli dzwonisz tylko po to, by mi to powiedzieć, to najlepiej się rozłącz.''
-Nie, nie tylko dlatego. Za dwa dni koronacja. Chciałabyś przyjść?
''Aaaa...!!!To cudowne! Przyszłą Władczyni zaprasza mnie na Koronację! Na jej Koronację! To wspaniałe! Już się idę szykować! Pa! Matko co je włożę...''
-Pa
Is leżała na łóżku. Myślała o swojej koronacji. A co jeśli nie będzie dobra? Usłyszała głos jej służącej z Arendelle:
-Pani...
-Greta? Co ty tu robisz?
-Za dwa dni twoja koronacja, trzeba się przygotować.
-Zaraz? Dwa dni mam się przygotowywać?
-No tak, sam makijaż dwa 7 godzin, a do tego jeszcze obraz i wybranie sukni?
-Makijaż? 7 godzin? O nie moja droga. Mogę iść tam, ale poczekaj, zabiorę kilka kosmetyków.
Wzięła 2 czarne tusze do rzęs, 1 niebieski, 2 eyelinery, 3 podkłady, 5 lakierów do paznokci, róż do policzków, cienie do powiek szminki i błyszczyki. Od mamy pożyczyła pędzle i puder. W biegu złapała jeszcze lakier i żel do włosów. Tak obładowana wpadła do pokoju i przeszłą wraz z Gretą przez portal. W jej komnacie czekały już wszystkie służące, kobiety obładowane materiałami i Elsa. Widząc obładowaną dziwnymi rzeczami dziewczynę, zaczęły szeptać i chichotać między sobą. Jednak ta wytłumaczyła im wszystko, pokazała i wytłumaczyła, a także kazała zawołać najlepsze malarki w kraju. Potem przyszedł czas na wybranie sukni. Było ich tak wiele, ale tak naprawdę tylko jedna, ręcznie robiona suknia przypadła Is do gustu. Gdy malarki już przyszły kazała dobrać kolory i pomalować się. Była już prawie gotowa na swą uroczystość.                                                                              

Czy sukienka będzie aż tak wspaniała? Czy Uroczystość przebiegnie bez szwanku? Czy Is będzie dobrą Władczynią?