niedziela, 15 marca 2015

OFICJALNY KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ

OFICJALNY KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ   OFICJALNY KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ
OFICJALNY KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ   OFICJALNY KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ
OFICJALNY KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ   OFICJALNY KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ
OFICJALNY KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ   OFICJALNY KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ
OFICJALNY KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ   OFICJALNY KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ
OFICJALNY KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ   OFICJALNY KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ
OFICJALNY KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ   OFICJALNY KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ
OFICJALNY KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ   OFICJALNY KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ
OFICJALNY KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ   OFICJALNY KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ
OFICJALNY KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ   OFICJALNY KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ
OFICJALNY KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ   OFICJALNY KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ
OFICJALNY KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ   OFICJALNY KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ
OFICJALNY KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ   OFICJALNY KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ
OFICJALNY KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ   OFICJALNY KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ
OFICJALNY KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ   OFICJALNY KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ
OFICJALNY KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ   OFICJALNY KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ
OFICJALNY KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ   OFICJALNY KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ
OFICJALNY KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ   OFICJALNY KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ
OFICJALNY KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ   OFICJALNY KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ
OFICJALNY KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ   OFICJALNY KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ
OFICJALNY KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ   OFICJALNY KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ
OFICJALNY KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ   OFICJALNY KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ
OFICJALNY KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ   OFICJALNY KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ
OFICJALNY KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ   OFICJALNY KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ

piątek, 13 marca 2015

10.000!!!!!

Właśnie wbiło was tu PONAD 10.000 ODWIEDZAJĄCYCH!!!!!!!!!!! Dziękuję!!! Nowy rozdział, a także całkowita zmiana bloga już w niedzielę!!!!

poniedziałek, 9 marca 2015

Pytanie, rozdział, informacje

Hej!
Wiem, że długo nie było rozdziałów i widzę,  że wasza aktywność bardzo spadła.  Juz wten weekend zamierzam dodać nowy rozdział drugiej części, ale potrzebuje DOBREJ MOTYWACJII. Proszę, byście napisali, co myślicie o 1 części, co było batdzo złe, co chcielibyście dodać w drugiej. Bardzo proszę o komentarze użytkowników zalogowanych i podpisanych anonimów. Dzięki.
A ten obrazek jest obrazkiem który podsumuje całą 1część (czekam na opinie)

środa, 4 marca 2015

Przedrozdział 4

Jestem cała obolała i zmęczona. Co się stało?! Zaczęło się dzisiejszego ranka.
     Promienie słońca obudziły mnie o wschodzie. Wszyscy jeszcze spali o taj porze. Nałożyłam na siebie narzutę i wyszłam na balkon. Odetchnęłam świeżym powietrzem. Zeskoczyłam i delikatnie upadłam na trawę. Dotknełam ręką ziemi i poczułam tysiące istnień budzących się do życia. Kwiaty zapraszały mnie do świta, w którym nie ma prawa żyć żaden człowiek. Mokra od rosy tra
wa łaskotała mnie w bose stopy. Kiedy byłam już w centralnym miejscu całego ogrodu poczułam, jak kwiaty zapraszają mnie do tańca. Wiatr delikatnie muskał ich liście i płatki. Usiadłam i zaczęłam medytować napawając się radością roślin. Po chwili poczułam, że oddaję się tańcu i sama z gracją poruszam się w rytm wiatru. W końcu upadłam na ziemię, zmęczona pląsami i usnęłam. Z błogiego snu obudziły mnie głosy gospodyń:
-Może zemdlała...A może...Nie żyje...-powiedziała jedna.
-Och przestań tak mówić! Pani, słyszysz mnie? Co się stało? Co robisz na ziemi?
Uśmiechnęłam się i nie otwierając oczu powiedziałam:
-Chciałam być bliżej natury, posłuchać co mają mi do powiedzenia drzewa, potańczyć z kwiatami...
-Tak...Królowa Elsa prosiła, by zjawiła się pani na śniadaniu.
-Ach śniadanie! Pysznie!-wstałam- W takim razie prowadźcie.
Po drodze zamieniłam magią zmokniętą piżamę w długą, miętową sukienkę. Zatrzymałam się przed wejściem do zamku, ponieważ zauważyłam piękną, czerwoną różę. Ukłoniłam się i powiedziałam:
-Różo, czy pozwolisz zerwać twój kwiat, by ozdobił moje włosy i aby wszyscy zobaczyli twoje nadzwyczajne piękno?
Róża zakołysała się i już wiedziałam, że mogę spokojnie zerwać jej piękny kwiat.
-Dziękuję-powiedziałam i wkładając różę we włosy dołączyłam do służby. Kiedy szłyśmy przez główny hol, jedna z gospodyń, młoda dziewczyna spytała:
-Wybacz pani mą śmiałość, ale...dlaczego pytałaś ten kwiatek o pozwolenie? Przecież nasi ogrodnicy obcinają ich tysiące.
-Widzisz, a gdyby teraz nagle i niespodziewanie wpadła tu zgraja wojowników i cię zabiła, wcześniej nie wspominając powodu?
-Byłabym zaskoczona i...nieżywa, ale co to ma wspólnego z różami?
-A gdyby tym powodem było uratowanie milionów osób? Twoja śmierć. Czy wtedy poświęciłabyś się?
-Oczywiście, że tak.
-Widzisz, ta róża też miała jakiś cel swego istnienia. A gdyby to ona miała ratować życie milionów ludzi? Musiałam najpierw zapytać, czy pozwoli mi ją zniszczyć dla mojego widzimisia. Teraz już rozumiesz? Każdy ma w życiu jakiś cel i nie możemy go zatracić.
-Tak pani już rozumiem.
-Dobrze, a teraz zjedzmy.
W jadalni Elsa karmiła małą Eirę, a Jack przyglądał się na nie z uśmiechem.
-Dzień dobry szczęśliwa rodzinko! Piękny mamy dzień, nieprawdaż? Może wybiorę się na...
-Niestety nic z tego-odezwała się  królowa próbując nakarmić córkę.-Dziś masz o wiele więcej do załatwienia. Idziesz...a z resztą, niedługo sama się dowiesz. Tylko zjedz porządne śniadanie i pędź na Berk.
Oczywiście tak jak powiedziała Elsa tak zrobiłam. Na wyspie czekali na mnie Czkawka, Astrid i Nieznane.
-Zabierzemy cię dziś na spotkanie z twoim nowym nauczycielem.-powiedziała Ete.
-Nowym nauczycielem?!-powiedziałam zaskoczona.-Ale po co mi kolejny nauczyciel?!
-Moja droga, poznasz ich jeszcze wiele. A teraz chodź.- Ete otworzyła ogromny portal, przez który przeszli wszyscy.
  Wkroczyliśmy na wielką arenę, na której ćwiczyli ludzie. Właściwie to masa napadała na jednego z nich, który z łatwością uwalniał się. Wyglądał na młodego chłopaka, ale pomyślałam, że to kwestia perspektywy.
-Dziś poznasz swojego nauczyciela wychowania fizycznego i sprawności.-powiedziała Hiver- To największy wojownik, jakiego zna świat. Uczył większość Władców. Raphael Vieran- najstarszy wojownik świata.
Isabell była zaskoczona. Zamiast starego mężczyzny, z śladami jakichkolwiek walk, zobaczyła nastolatka.  Je go kości policzkowe jeszcze nie układały się w kwadratową szczękę, jaką widziała na obrazkach w książkach. Miał ciemne  włosy, spięte do tyłu w kucyka. Ubrany był w prosty strój, bez nagolenników czy zbroi. Trzymał tylko miecz w ręce i dyszał. To on był tym, który kilka minut temu walczył na arenie.
Podszedł do Nieznanych, złapał je za przedramiona i z uśmiechem przytulił każdą z nich. Następnie stanął przed nimi.
-Witajcie!-rzekł- Tak dawno was nie widziałem. Z resztą od ostatniego razu mało pamiętam. Moje zwoje mózgowe dopiero się rozwijają. Ale skoro tu przychodzicie, macie chyba dla mnie nowego Władcę albo Władczynię.
Ete złapała go za nadgarstek i pociągnęły go ''na stronę'', jakby nie chciały bym słyszała. Po chwili odwrócił się w moją stronę, zrobił minę, jakby ktoś nadepnął mu na stopę i znów odwrócił się do nich. W końcu spokojnie włożył miecz do pochwy i podszedł do mnie.
-Witaj pani!-powiedział, klękając.-Jestem zaszczycony, że będę mógł cię nauczać.-wstał.-Kto jest twoim opiekunem?
-Oto oni.-powiedziałam, pokazując na Czkawkę i Astrid, stojących obok.
-Jaka jest wasza godność?
-Czkawka z Berk.-powiedział chłopak skłaniając głowę.
-Astrid z Berk.-powtórzyła dziewczyna.
-Dobrze. Pani Isabell idź i wybierz broń, jaką najlepiej ci walczyć.
Po krótkiej rozmowie, wyciągnął miecz i powiedział do mnie:
-A więc pani, pokaż co potrafisz.
Zaczęłam go atakować używając wszystkich umiejętności jakich do tej pory się nauczyłam, ale każdy ruch on odparował z łatwością. Zaskoczyła mnie jego szybkość i siła. Przewidywał każdy mój ruch. W końcu to on zaatakował i powalił mnie na ziemię. Upadłam na plecy i jęknęłam z bólu.
-Musimy jeszcze dużo popracować. Jeszcze nie raz upadniesz. Jutro zaczynamy lekcje. Oczekuję, że będziesz punktualnie o 5:00. A teraz możesz już iść.
Z trudem podniosłam się z ziemi i powiedziałam:
-Może pokonałeś mnie dziś, ale jesteś po to, byś mnie nauczył jak mam cię pokonać. Widzisz we mnie tylko słabą dziewczynę, ale ty sam jesteś w moim wieku! Nie jesteś wcale mądrzejszy ode mnie!
Stanął nagle i odwrócił się w moją stronę.
-Jesteś zawzięta i masz charakterek. To dobrze. Teraz musisz się nauczyć przekładać to na walkę.
Potem przeszliśmy przez portal wraz z nim. Ulokował się na piętrze w zamku Arendelle. Zapragnął mieć pokój z balkonem. Ciężko było to spełnić, ale udało się.  Wieczorem poszłam do Nieznanych. Chciałam się dowiedzieć, kim, albo czym jest Raphael. Printemps opowiedziała mi pewną historię:
    ''Dawno, dawno temu w małej wiosce narodził się chłopiec. Nadano mu imię Raphael, jak pierwszy członek kalanu i Vieran po dziadku. Gdy osiągnął wiek lat 15 mógł wybrać swoją drogę-albo drogę miłości albo walki.Wybrał miłość, bo zawsze przerażała go wizja mordu. Pewnego dnia, wyruszył  o poranku na polowanie. Niestety nie złapał nic. Jednak kiedy wrócił do wioski nikogo już nie było. Domy były spalone, a ciała martwych ludzi walały się po ulicach. Na jednym z nich wydrapany był znak przeciwnego klanu. Wtedy w Raphaela wezbrała złość i na mocy Bogów zmienił swe przeznaczenie. Ćwiczył każdego dnia, aż w końcu nie było mu równych. Wtedy spotkał nas, a my zaproponowałyśmy mu dom, w zamian za naukę przyszłych Władców. Zgodził się oczywiście. Jednak już nigdy potem nie mógł wrócić do swojego świata.  Pewnego razu jednak miała rozegrać się bitwa stulecia pomiędzy wróżkami a nimfami. Królowa wróżek błagała, byśmy pomogły. Raphael zgodził się.  A był wtedy już bardzo stary. Wiedział, że może zginąć, dlatego pozwoliłyśmy mu dokonać zemsty. Wiedziałyśmy co czuł. Zabił wodza klanu, który przed laty zabił ludzi z jego wioski, a wojowników zagarnął do wojny. Wróżki zwyciężyły, ale Raphael odniósł ciężką ranę i umierał. Zostało mu mało czasu. Siedział samotnie i przeglądał księgi. Aż w końcu pewnego dnia uciekł. Podobno wędrował przez kilka tygodni w poszukiwaniu Magicznego Kamienia spełniającego życzenia. Jednak po tylu dniach rana stał się już całkiem śmiertelna i ogłuszony bólem upadł w jednym z lasów. Ból był tak potężny, że chciał się zabić, dlatego wziął pierwszego lepszego kamienia i już chciał się śmiertelnie uderzyć, gdy głaz zaczął świecić. Przed nim ukazał się mały duch, przemawiający do niego cicho i spokojnie:
>>Czego chcesz? Zbudziłeś mnie ze snu. Masz dobre serce.<<
Mówiła pojedynczymi zdaniami, dlatego trzeba było czasami domyślać się o co chodzi.
>>Pani, lata temu zostałem pozbawiony rodziny i przyjaciół. Całkowicie oddałem się walce. Jednak wiem, że to nie było moje przeznaczenie. Proszę pozwól mi żyć od nowa , znaleźć moją ukochaną, założyć rodzinę<<
>>Znam twoje życie. Dlatego teraz urodzisz się na nowo. Pomagałeś ludziom. Zachowasz swe umiejętności. Będziesz dorastał wraz ze swoją wybranką. A teraz spij<<
Ludzie mówią, że urodził się jako noworodek i wychowała go para od lat czekająca na dziecko. Inni twierdza, że został odmłodzony do wieku, w którym już potrafił sam przeżyć. Nie wiadomo jednak co jest prawdą. Jeszcze nikomu o tym nie mówił. Teraz wiedz, że ma on ogromne doświadczenie.''

niedziela, 22 lutego 2015

Przedrozdział 3


Hej! Bardzo przepraszam za to, że nie było rozdziału tak dawno, ale żeby pierwszy rozdział był naprawdę wyjątkowy. Na razie macie taki przedsmak tego, co będzie się działo. Piszcie proszę o tym, co myślicie o takim rodzaju pisania(na pewno pojawi się jeszcze nie raz)



Teraz, kiedy nie mogę wrócić do mojego świata, ten wydaje mi się...prawdziwy. To znaczy tyle się tu teraz dzieje, tyle się uczę każdego dnia, tyle ludzi poznaję... No właśnie. Kilka dni temu skończyłam 15 lat. Z tej okazji odbyła się parada na moją cześć. Na ulicach po rozwieszane były ozdobne plakaty. Tysiące ludzi stało na ulicach wykrzykując moje imię. Najpierw Czkawka, Astrid i reszta Akademii urządzili pokaz smoków-Uniki, akrobacje i inne umiejętności. Potem ja miałam wjechać w karocy. Jadąc ujrzałam ludzi, którzy z uśmiechami na ustach machali w moją stronę. Z tyłu zauważyłam dziewczynkę, która patrzyła na mnie z łzami w oczach. Nie płakała, ale wyrysował się na jej twarzy dogłębny smutek. Nie wiedziałam kim jest. Nie wiedziałam dlaczego jest smutna. Nie mogłam jej tak zostawić. 
-Zatrzymać się!-krzyknęłam. 
Ludzi ogarnął niepokój. Ludzie szeptali, kiedy szłam pośród nich. Niektórzy mówili:
-Pobłogosław Pani!
Ale ja szłam. Zależało mi tylko na tej dziewczynce. Nagle zauważyłam ją i jak najszybciej podbiegłam. Złapałam ją za ręce.
-Powiedz, dlaczego jesteś smutna?-spytałam. Ona najwyraźniej była zaskoczona i nie odpowiedziała nic. Kontynuowałam- Nie pozwolę na to, żeby w moje święto ktokolwiek się smucił. 
-Ty do mnie mówisz.-odezwała się po chwili.-Mówi do mnie sama Władczyni.
-Wybacz pani.-odezwał się magle chłopiec, który pojawił się jakby znikąd.-Moja siostra...Ja...Jesteśmy zaszczyceni.-ukłonili się oboje.
-Nie proszę...a teraz powiecie mi kim jesteście i dlaczego nie cieszycie się wraz ze mną?
-Widzi pani-powiedziała dziewczynka.-Ja...pani...nigdy nie widziałam nic piękniejszego. Ja wiem, ze nigdy nie mogłabym wyruszyć dalej poza granice. 
Zdziwiła mnie delikatność tej dziewczynki. Była taka...autentyczna.
-Dlaczego nie jesteście z rodzicami. Powinniście teraz...
-My nie mamy rodziców-odrzekł szorstko chłopak.-Nasi umarli, a innych...
-Innych? Jest was...więcej?
-Tak. Całe mnóstwo.
-Ja...nie wiedziałam...
Kilka dni później zwołałam radę.
-Nie może tak być, że dzieci wychowują się same na ulicach! Na kogo wyrosną?! Na złodziei? Musimy coś zrobić, by im pomóc.
-Ale co?-powiedział grubszy starszy pan siedzący po prawej stronie.
-A więc wczoraj obeszłam cały zamek, ogrody i...znalazłam coś, co mogłoby was za interesować. We wschodnim skrzydle tuż pod kuchnią znajdują się nieużywane od lat pokoje. Tuż obok nich znajdują się stare zagrody dla zwierząt. Po co mają się marnować? W pierwszym z nich zrobimy jadalnię i kuchnię. Z następnego postaramy się stworzyć sypialnie. Niestety obawiam się, że to będzie za mało, więc zburzymy ścianę i powiększymy pokój. Następny z nich przeznaczymy dla młodszych dzieci-chodzi mi o bawialnię. Ostatni z pokoi będzie klasą. Tam dzieci starsze będą uczyć się nie tylko podstawowych umiejętności, ale także podstawowych rodzajów mocy, informacji o smokach, a także jak rozwijać talent i jak go zdobyć.
-Przecież to niedorzeczne! Jak mamy tego dokonać. Przecież to będzie trwało latami!
-Nie jeśli użyjemy magii...

UWAGA!!!!!! Potrzebuję imię męskie dla wojownika(po dobrej stronie!). Nowy bohater? Tak! Pozostawiam wam wolną rękę. Potrzebuję dużej ilości pomysłów! Im ich więcej tym szybciej pojawi się rozdział.

sobota, 24 stycznia 2015

Przedrozdział 2: Nagroda

 Droga Chocolate xD, pomyślała, że to opowiadanie najlepiej odwzoruje Jelsę. Miłego czytania!


 Cały dzień w Arendelle był ciężki. Elsa cierpiała. Dziecko kopało. Właściwie to ''rozrywało'' ją na wszystkie strony. Jack nie mógł tego znieść. To przez niego teraz najważniejsza osoba na świecie miała niedługo umrzeć. Kiedy już miał dość krzyków uciekł, by pozbierać myśli. Znów czuł na twarzy powiew wiatru, zapach zimy. Z oczu płynęły mu łzy. Wylądował na małej polanie, którą od razu zamroził nadmiarem uczuć. Usiadł na jednym z drzew. Myślał. Jeszcze nigdy w życiu nie przeżył takiej ''burzy mózgów''. Zamknął oczy. Wsłuchał się z powoli uderzające o siebie zamarznięte liście. Ten dźwięk mu coś przypominał. Tak był zdecydowanie taki sam jak....No właśnie? Co? Dźwięk powoli stawał się głośniejszy, a myśli Jack'a krążyły tylko wokół niego. Dzwony. Brzmiał jak dzwony podczas gdy pierwszy raz poznał małą Roszpunkę. A właściwie kiedy się narodziła. Tak... Ten sam dźwięk... Zaraz Roszpunka! Jack zerwał się na równe nogi. Nie czuł teraz nic prócz siły, jaką dała mu ta myśl. Wpadł do zamku i znów usłyszał potępieńcze jęki ukochanej. Niektóra służba leżała na podłodze ze zmęczenia. Tylko najbardziej wytrwali zostali i co chwila zmieniali opatrunki. Jack nie obawiał się już. Wiedział, że Elsa i on będą godnymi rodzicami. Wpadł do jej komnaty i ujrzał ją. Leżała jak nieżywa. Nie krzyczała już, ale wyglądała jak duch-blada i sina. Podszedł do łóżka i złapał ją za rękę.
-Elso?-spytał niepewnie.-Słyszysz mnie?
-Któż to mnie odwiedził? Czy to już Śmierć we własnej osobie?-powiedziała z zamkniętymi oczami.
-Nie ukochana to ja, Jack. Pamiętasz mnie jeszcze? Czy bóle zabrały ci całą pamięć?
-Jakżebym mogła zapomnieć...-otworzyła oczy. Wyglądała jeszcze bardziej przerażająco.-...kogoś, kto jeszcze nie uciekł. Po co tu przychodziłeś? By patrzeć na mą śmierć?
-Nie ukochana. By cię uratować. Wiem jak ocalić ciebie i dziecko.
-Mnie się już nie da uratować. Zajmiesz się...
-...oboje się nim zajmiemy. Posłuchaj rozwiązaniem jest Roszpunka.
-Ta wstrętna, podła...
-Nie! Spokojnie nie zamierzam jej tu przyprowadzić. Ale ona... To znaczy ja...
-Au! Jack!!!-Elsa zaczęła się zwijać z bólu. Od razu do komnaty wpadły służące, położne i lekarze. Zaczęli wyganiać Jack'a słowami:
-Przepraszamy paniczu, później zobaczy pan dziecko i matkę.
-Ale wy nie rozumiecie!-krzyczał chłopak.-Ja muszę jej pomóc! Ona nie może umrzeć!
-Nic się jej nie stanie. Zaopiekujemy się nią.
Jack nie mógł tego słuchać. Nikt nie wiedział o tym, że ona zaraz straci swe życie i że tylko on może jej pomóc. Dobijał się do drzwi, ale oni nie otwierali.  Słyszał tylko krzyki ukochanej.
-JACK!!!-wydała ostatnie tchnienie.  Umarła? Nie! Tylko nie to! Jack całą swą mocą zamroził drzwi, a one zaraz pokruszyły się w drobny mak. Zobaczył, jak lekarz sprawdza puls, ale najwyraźniej nie mógł go wyczuć.
-Odsuńcie się!-krzyknął Strażnik. Zaraz wszystkich zamroził, by teraz nikt mu nie przeszkadzał.
Dotknął swój kij, po czym złamał go na pół. Końcem ''zepsutej'' już laski naciął się w nadgarstku.
-Kochana, od początku żyłem tylko dla ciebie. Oddychałem, myślałem i kochałem dla ciebie. Jeśli myślisz, że teraz mnie opuścisz, że zostawisz mnie z naszą córeczką, tak, córeczką, to moja kochana grubo się mylisz. Tak jak Roszpunce oddam tobie kawałek mej duszy. Oddam ci jej połowę.
Nachylił nadgarstek nad kloatką piersiową, a zniej zamiast wydobyć się krew, poleciały delikatne smużki błękitnego dymu. Jack wypowiedział ''zaklęcie'':
''Omer, des matkanti, ores Elsa, kres seves!''
Nic się nie działo. Płacz dziecka przeszywał ciszę, która uderzała w Jack'a jak igły.
Wziął dziewczynkę na ręce. Była taka maleńka, bezbronna. Jak miał zajmować się nią, kiedy to matka ma za zadanie pomóc jej wejść w wiek dorosły? Jak miał to zrobić sam?!
-Popatrz maleńka, to mamusia. Niestety oddała za ciebie życie. Nawet nie zdążyłam jej powiedzieć, jak bardzo ją kocham.
-Jack?-nagle usta Elsy się poruszyły.-Długo spałam?
-Elso! Och, czy musisz tak żartować?
-Byłam u mamy.
-Zaraz przecież twoja matka... Co ci powiedziala?
-Mówiła, że chciałaby, żebym została,  że muszę się zobaczyć z ojcem. Och Jack jak tam było cudownie. Brakowało mi tylko ciebie.
-Teraz tu jestem. Ja i nasza córeczka.
-Jaka śliczna! Ale jak ty, to znaczy ja...Co takiego zrobiłeś?
-To jest nieważne, ważne jest tylko to, że żyjesz. Pozostaje tylko jedna kwestia, jak ją nazwiemy...
-Kiedy byłam tam, mama powiedziała, żebym nazwała ją w naszym rodowym języku Eira- znaczy śnieżna.
-Eira...pięknie.
Rodzina w komplecie, Elsa żyje, wraz z Jack'iem opiekują się małą Eirą. Mimo szkód jakie wyrządził Jack, to najszczęśliwszy dzień w ich życiu.



Spadek aktywności? Komentujemy!

niedziela, 18 stycznia 2015

Przedrozdział

Piszę tak późno, bo czekałam na odpowiedź Chocolate xD, która zajęła 2 miejsce i nie napisała mi tematu rozdziału dedykowanego dla niej. Napisz proszę!


 Isabell wstała rano. Przeciągnęła się i spojrzała przez okno. Jest teraz władczynią. Nikt jej nie dorówna. Ale dlaczego brakuje jej czegoś? Czego jeszcze nie zdobyła? Podeszła do szafy. Dlaczego ma same sukienki? Wybrała jedną z nich i podeszła do lustra. Jak do tej pory wytrzymała z takimi włosami? Przecież są jej niepotrzebne. Złapała nożyczki i obcięła je. Wstała. Już miała iść do szkoły, gdy nagle do jej pokoju wpadły trzy mroczne konie. Okrążyły ją.
-A więc jak się czujesz, teraz gdy jesteś najważniejszą osobą we wszystkich światach?-spytała postać Mroka siedząca na jednym z rumaków-największym.
-Odejdź stąd albo...-powiedziała przestraszona Isabell.
-Albo co? Chyba nie myślisz, że te kilka umiejętności da radę mnie pokonać? Ćwiczyłem latami, by dojść do perfekcji i wiesz co? Nie będę musiał przechodzić nauk. Od razu mogą mnie koronować na Władcę.
-Koronować to cię będziemy po śmierci Isabell-powiedział Czkawka, który własnie zjawił się wraz z Astrid i Jack'iem.-ale żeby zabić ją, będziesz musiał nas zabić.
Astrid złapała rękę Is i wyciągnęła ją z ''Koła Śmierci''. walczyli dzielnie, ale nie dawali rady. Mrok był coraz silniejszy. W końcu Jack powiedział:
-Nie damy rady! Wracamy do Arendelle!
-Myślicie, ze tam was nie znajdę? Tam będzie mi jeszcze łatwiej was pokonać. Was i wszystkich ludzi.
Znów portal się otworzył i do pokoju weszły Nieznane.
-O proszę proszę.-powiedział Mrok przerywając atak.- Do naszego sporu przyszły te, które rzekomo tylko JA umiem pokonać. Sprawdźmy to zatem.
Ete, Printemps i Hiver rzuciły się na Mroka, ale zdecydowanie on wygrywał. Nagle Mrok osłabł z niewiadomych powodów, a Nieznane powiedziały:
-Musimy  wracać do Arendelle. Zamknąć portale. Zamknąć ten świat. Zabierz ze sobą wszystkie ważne dla ciebie rzeczy. Printemps pójdzie z tobą i ci pomoże. Printemps uśpij rodzicielkę Is.
Isabell zabrała prezenty od Nieznanych psa i matkę. Nie mogła wziąć nic więcej. Wszyscy przeszli przez portal, a kiedy byli już w Arendelle Nieznane z pomocą Is stworzyły coś na kształt kuli, która rozciągnęła się nad całym Arendelle. Kilka mrocznych koni, które dostały się tym samym portalem, bez swojego pana były bezbronne i nie mogły nic zrobić. Zamieniły się w piach. Isabell była bezpieczna.